• Wpisów:45
  • Średnio co: 33 dni
  • Ostatni wpis:98 dni temu
  • Licznik odwiedzin:9 385 / 1563 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 


Sceny z życia.

#1
Siedzę w autobusie nocnym, który ma mnie zawieźć praktycznie pod sam dom. Bawię się telefonem, lekko przysypiam. Naglę czuję wibracje, otwieram szerzej oczy i widzę powiadomienie. Ktoś nowy chce nawiązać znajomość przez messengera. To chłopak, którego poznałam tej nocy. Wydawał się ok, akceptuję. Napisał do mnie, bo nie chciał zapomnieć mojego jakże trudnego imienia i nazwiska. Chciał mieć do mnie kontakt rano. No dobra, spoko. Podziękowałam ładnie za miły wieczór, życzyłam miłej nocy i poszłam spać. Rano czekały na mnie miłe wiadomości. Chciał się ze mną spotkać. Niestety byłam zajęta. Zaaferowana wielkimi zakupami, odwiedzinami u babci i lekkim kacem po zeszłej nocy nie dochodziło do mnie, co się wokół mnie dzieje. Skończyłam szybciej niż myślałam. Stwierdziłam "a co mi szkodzi" i napisałam mu, że jeśli tylko chce, to możemy się spotkać tak jak chciał, bo jednak znalazłam czas.

#2
Czekam przy galerii handlowej, rozglądam się rozpaczliwie i mówię sobie w duchu, że nienawidzę przychodzić pierwsza i chłopak już sobie grabi nawet przed pierwszym spotkaniem. Ale rozumiem, nie wiedział jak dojechać, nie zna miasta. Czekam. 10 minut i ani chwili dłużej. Idzie w moją stronę uśmiechnięty, podchodzi, całuje w policzek. Lekko się rumienię. Przeprasza za spóźnienie. No dobra. Wybaczone. Pyta co chcę robić, czy jestem może głodna. Oczywiście zjadłam przed wyjściem, głupia ja. On jest głodny, więc idziemy do przytulnej naleśnikarni. Zamawiamy piwo i jedzenie. Boję się używać angielskiego ale jakoś próbuję sobie radzić.Rozmawiamy na różne tematy, często się śmieję. Myślę sobie ok, nie jest Bradem Pittem czy super modelem, ale lubię go. Zadowoleni idziemy na spacer do parku. Jest zimno, ale nie przeszkadza mi to. Siadamy na ławce. Właśnie wyszła nowa płyta Eda Sheerana, rozmawiamy trochę o tym i nagle słyszę jak zaczyna mi śpiewać Shape of You. Rozpromieniam się i stwierdzam, że on śpiewa całkiem nieźle. Zaimponował mi. Mimo, że raczej nie robię tego na pierwszym spotkaniu on proponuje, że w zamian za piosenkę chce buziaka. Całuję go w policzek. Nie wystarczyło mu to. Odwraca głowę i całuje mnie namiętnie. Ja się rozpływam i myślę sobie "aha, trafiłam na niezłego podrywacza". Wracamy do domu powoli spacerem.

#3
Pisze do mnie codziennie. Widać, że jednak go zaintrygowałam. Chce się ze mną spotkać 8 marca, zgadzam się, chociaż niepewnie. Nie wyrobił się z powrotem z pracy, jest nieziemsko zimno. Prosi mnie abym podeszła pod jego mieszkanie. Boję się i zastanawiam się co zrobić jeśli zaprosi mnie do mieszkania. To za wcześnie. Schodzi na dół, wita się ze mną i wręcza piękną, czerwoną różę. Upieram się przy spacerze. W pobliżu jest śliczny park, chociaż zimą niekoniecznie wygląda atrakcyjnie. Przechadzamy się alejkami, rozmawiamy, śmiejemy się, on mi śpiewa. Siadamy na ławce, biedny Hiszpan nie jest przystosowany do tak niskich temperatur. Trzęsie się z zimna, ale nie chce iść do domu. Próbuję ogrzać jego dłonie, oddaje mu swój drugi szalik i przytulam. Nie zgadza się na to, sadza mnie sobie na kolanach i to on mnie przytula. Rozmawiamy jeszcze chwilę aż w końcu nie mogę patrzeć jak marznie i wysyłam go do domu. Piszemy jeszcze wieczorem.

#4
Widujemy się coraz częściej, całymi dniami wymieniamy wiadomości, mówi mi, że jestem niesamowita, ja się czuje tak bardzo przy nim swobodnie. Zostaję na noc, zasypiając czuję jak mnie mocno do siebie przytula i całuje w czubek głowy. Zaczynam pytać jak to jest między nami, czy to jest związek czy o co chodzi. Mówi mi, że oczywiście, że jestem jego dziewczyną. A po chwili zastanowienie dodaje: jeśli tylko tego chcę.

#5
Jedziemy na Wielkanoc do mojej rodziny. Widzę jak świetnie bawi się z moim maleńkim kuzynem. Zwiedzamy Wrocław, wchodzimy schodami na sam szczyt wielkiej wieży, skąd widzimy całą panoramę miasta. Ledwo oddychamy, ale jesteśmy szczęśliwi. Robię mnóstwo zdjęć, cała zafascynowana tym, że w końcu, od tak wielu miesięcy mam lustrzankę w dłoniach i fotografuję. Nic się nie liczy, aż w końcu on mnie obejmuje mocno, przyciska do barierek i mocno całuję. Już nie w głowie mi zdjęcia.

#6
Kłócimy się. Zawzięcie. Nie pamiętam już nawet o co. Ja krzyczę, on spokojnie odpowiada. Mocno mnie przytula i głaszcze po włosach. Uspakajam się. Wybaczam.

#7
Jedziemy na weekend do Krakowa. Jestem cała zaaferowana, nie mogę się doczekać. Podskakuję na miejscu, kręcę się, wiercę jak małe dziecko. A on tylko na mnie patrzy z tym błyskiem w oku i się do mnie uśmiecha łapiąc moją dłoń i ściskając ją lekko.

#8
Wracam z A. z koncertu Linkin Park, mam zdarte gardło, ledwo mówię, nie mogę przestać gadać, nawijam jak szalona, podskakuję wokół. Chcę krzyczeć, chcę śpiewać razem z Chesterem, chcę płakać. On otwiera nam drzwi, mocno mnie przytula i z wielkim uśmiechem pyta jak było. Znów nie mogę przestać mówić, a on śmieje się ze mnie i mocno przytula.

#9
Odbieramy jego rodziców z lotniska. Boję się strasznie. Przerażonym wzrokiem na niego patrzę. Zanim podchodzi do swoich rodziców, aby się przywitać patrzy mi głęboko w oczy, uśmiecha się i mocno ściska moją dłoń, a potem prowadzi w stronę swojej mamy. Już się nie boję. (To niesamowici ludzie!)

#10
Jesteśmy w jednym z najdroższych hoteli w moim mieście. Wieczorami widujemy się jego rodzicami. Zmieniamy pokój na większy. Rozglądamy się dookoła, wielkie łóżko, same luksusy. Szybko zabieramy swoje rzeczy i biegniemy na basen, który znajduje się na dachu. Jesteśmy sami. Z jego kumplem, którego uwielbiam. Chlapiemy się, uczą mnie pływać, czuję się tak dobrze!

#11
Wracamy z ostatniego spotkania z jego kumplem, który następnego dnia rano wraca do Hiszpanii. Nie mogę się uspokoić, jest mi tak cholernie przykro. Widzę, że jemu też jest ciężko. Lekko ociera łzy, tak żeby nikt nie widział. Ja widzę. I płaczę. I wtedy płaczemy oboje mocno się przytulając i mówimy sobie, że jeszcze przecież go zobaczymy. Polecimy do Barcelony i go znowu spotkamy!

#12
Jesteśmy w Decathlonie. Wybieramy namiot. On marudzi, kręci. Denerwuję się. Mówię mu, że jeśli nie chce i ma tak marudzić, to może wcale ze mną nie jechać. Staje jak wryty, czuje się dotknięty. Chciał pojechać ze mną, abym była szczęśliwa, a ja mu mówię, że jak nie pojedzie to będzie mi łatwiej. Jestem okropna. Mówi mi, że w takim razie nigdzie nie jedzie, bo skoro go tam nie chce, to nie będzie się pchał na siłę.

#13
Proszę go, żeby ze mną pojechał. Zdenerwowałam się i nie mówiłam tego serio. Chcę żeby był. Ten wyjazd jest dla mnie ważny i chcę go spędzić z ważnymi dla mnie osobami. Uśmiecha się. O to mu chodziło. Jedzie ze mną.

#14
Siedzimy razem w samochodzie. Nie uwierzycie, ale Przemek prowadzi, zerka na mnie uśmiechnięty. Ucieszył się na mój widok. Pierwszy się odezwał. Wygrałam! Siedzę obok niego. Z tyłu trzej faceci. Adrian, mój facet i Paweł. Muzyka Przemka nam nie pasuje. Otwieram schowek i przeszukuje wszystkie płyty. Znajduję składankę piosenek Linkin Park. Do oczu nachodzą mi łzy. Przez kilka dni płakałam, kiedy dowiedziałam się o śmierci Chestera. Był dla mnie kimś, kto był ze mną przez cały nastoletni wiek i wcześniej. Moim marzeniem był koncert i kiedy sobie uświadomiłam, że byłam na jednym z ostatnich koncertów poleciały mi łzy. Włączam płytę chłopaki z tyłu i Przemek się uśmiechają.
Podjeżdżamy na stację, głośniki włączone na cały regulator a my, całą piątką śpiewamy (o ile darcie japy można nazwać śpiewaniem) Numb.Jestem szczęśliwa. Cała podróż do Kostrzyna sprawia, że dojeżdżając na miejsce ledwo możemy mówić.

#15
Jesteśmy na koncercie The Qemists. Ze sceny płynie przekaz pełen miłości, dobroci i wsparcia. Słyszymy, jak artyści dedykują utwór Chesterowi. Śpiewamy na cały głos. Następnie skaczemy i tańczymy jak szaleni aż brakuje nam tchu. Jestem niesamowicie szczęśliwa. Czekałam na to cały rok. Czuję jego ręce na moich biodrach. Przytula mnie od tyłu i całuje w czubek głowy. Uśmiecham się jeszcze szerzej.

#16
Wracamy do domu. Wszyscy na tyle śpią. Ja przebudzam się na chwilę tylko po to, aby zaśpiewać fragment piosenki, którą lubię, a potem znów odlatuję.

#17
Leżymy na kanapie w salonie, oglądamy Homeland. Nagle jest scena łóżkowa. Patrzę na niego i pytam. "A właściwie w jakim wieku przeżyłeś swój pierwszy raz?". Nie chce o tym mówić, ale w końcu go przekonuję. Wymuszam też zeznanie z iloma dziewczynami spał. Denerwuje się na niego, zbierają mi się łzy w oczach. Ale słyszę, że to przecież przeszłość, nie znał mnie wtedy, a ja to najlepsze, co go spotkało. Teraz jest teraz i patrzymy tylko w przyszłość. Nie możemy rozgrzebywać przeszłości. Ma rację. Ja też nie chcę mówić o Wiktorze czy moim ex. Mówi, że cała ja jestem dla niego najważniejsza. Słyszę jak rano cicho do ucha śpiewa mi "i love you"

#18
Leżymy przytuleni. Rozmawiamy o moim mieszkaniu, muszę je wyremontować. Patrzy na mnie i mówi, że chciałby ze mną zamieszkać i pomoże mi z remontem też finansowo. Patrzę na niego i nie dowierzam. On serio mówi zupełnie poważnie. Jest niesamowity.

 

 


Wracam, komentarz coś we mnie przełamał i postanowiłam coś w końcu napisać. Dać znać, że żyję.

Tyle się zmieniło!
To zaskakujące jak w przeciągu roku najbliższe osoby nagle stają się nieznajomymi, a zupełnie nowe, dopiero co poznane, nadają życiu sens. To wspaniałe, że człowiek uczy się na błędach i wraz z dorastaniem zdaje sobie sprawę, że nie warto poświęcać swojego cennego czasu na ludzi, którzy zwyczajnie nie są tego warci i zatruwają życie i czynią cię nieszczęśliwym. Milion fałszywych przyjaciół nie da Ci radości, za to garstka tych właściwych może sprawić, że będziesz najszczęśliwszy na świecie.

Opiszę krótko sytuację ze "znanymi" wam bohaterami tego bloga. Otóż Wiktor, który zawsze chciał przelecieć wszystko co się rusza wcale nie stał się bardziej ogarnięty. Kiedyś zwyczajnie mu odmówiłam, to nie wyobrażacie sobie jak się zdenerwował. Stwierdził, że przecież nie mam nikogo kto by chciał ze mną się przespać i w takim razie znajdzie sobie inną. A jego dziewczyna, bogu ducha winna oczywiście o niczym wciąż nie wie, lub nie chce wiedzieć. Jest naprawdę wspaniała, szkoda mi jej. Ja tylko się uśmiechnęłam pod nosem. Zdziwiłby się ile osób chciałoby się ze mną przespać. W tamtym okresie w przeciągu tygodnia 4 moich kolegów stwierdziło, że mają na mnie ochotę. Chciał mnie zgasić, wprawić w zakłopotanie, nie udało mu się.
Regularnie spotykałam się z moim ex, z którym, no trzeba to przyznać, seks był nieziemski. Oboje nikogo nie mieliśmy, jasno postanowiliśmy, że do siebie nie wrócimy, bo byśmy się nawzajem pozabijali. Układ był prosty. I przyjemny. I łatwo z tym skończyć.
Sebastian? A kto to jest? Od ponad roku nie odezwał się do mnie słowem. Serio. W zeszłym roku na sylwestra ostatni raz mnie przytulał, nosił na rękach i mówił miłe rzeczy... i w tym samym czasie pisał z kolejną naiwną dziewczyną. A ja głupia mu na to pozwalałam. Olał mnie dla niej kompletnie. Załamałam się, to prawda, ale praca i poznanie nowych, niesamowitych ludzi bardzo mi pomogły. Ostatnio kumpel zapytał się Sebastiana czy ma ze mną jakikolwiek kontakt, a ten odpowiedział, że nie i nie ma pojęcia dlaczego tak się stało. No boki zrywać!
Przemek to osobna historia. Udawał miłego, bardzo zmartwionego kumpla. Z czasem jednak stałam się dla niego nikim. Ważniejsze są zawsze imprezy, alkohol i kumple, od których powinien trzymać się z daleka. Zawsze coś innego było ważniejsze od spotkania ze mną. Np piwo z kumplem, z którym widzi się dzień dzień w pracy, a ze mną nie spotkał się przez trzy miesiące. Na woodstocku jedynie powiedzenie mi łaskawie "cześć" tez raczej nie przemówiło na jego korzyść. Moje urodzinowe spotkanie odkładał kolejne trzy miesiące. Mieliśmy spędzić miły wieczór u niego oglądając filmy, pijąc i śmiejąc się, jak zawsze. W ostatnim momencie stwierdził, że w sumie to możemy iść na pół godziny na spacer. No genialny pomysł, zwłaszcza, że wiedział, iż nie czułam się najlepiej. Zdenerwowałam się, powiedziałam mu co o tym myślę i zwyczajnie na ten spacer się nie zgodziłam. Zaraz będzie pięć, PIĘĆ, 5 miesięcy! A on ma to w kompletnym poważaniu, więc po co sobie zawracać głowię i znowu płakać tak bardzo, że nie można oddychać i się wymiotuje? No po co? Szkoda nerwów.
Z dziewczynami z liceum kontakt osłabł, rozmawiamy jedynie raz na kilka tygodni na grupie, gdzie każda w sumie trzyma wszystko w sobie. Nie jest jak kiedyś.

Dwa lata temu, na woodstocku poznałam niesamowitą osobę, która uświadomiła mi jak bardzo moi przyjaciele są do dupy i tak właściwie przyjaciółmi nie są. To prawdziwy facet, który wie czego chce, potrafi się zaopiekować kiedy trzeba, pomóc,pocieszyć i sam się zwierzyć. Przeszliśmy razem dużo, jako przyjaciele. Nigdy nie było między nami niczego więcej. Pokazał mi jak można się dobrze czuć w obecności drugiej osoby, jak żartować, nie krzywdzić i nie czuć się dotkniętym, być zwyczajnie szczęśliwym. I że na prawdziwych przyjaciół zawsze można liczyć. Kiedy wracasz i masz ochotę się wygadać i wypić wino, wiesz do kogo się odezwać.
Utrzymuję kontakt z koleżanką ze studiów, z którą zawsze robiłyśmy projekty. Jest tak samo niesamowitą osoba, chociaż niezbyt często się widujemy. Jej chłopak jest okropny, no ale co poradzisz? Zakochała się i głupia odejść nie chce. Życzę jej jak najlepiej i ją ubóstwiam. Potrafimy gadać całymi dniami o pierdołach i o bardzo ważnych tematach. To bardzo cenię. Można wszystko.
W czasie pracy poznałam także niesamowitą dziewczynę, która dużo przeszła i jesteśmy niesamowicie podobne co do nieudanych relacji. Jest inteligentna, zabawna, zawsze poratuje dobrą radą, zmotywuje mnie i sprawi, że cały świat będzie w kolorowych barwach.
To właśnie takich ludzi potrzebujesz w swoim życiu. Tych, którzy zarażają pozytywną energią, a nie ciągną w dół.
To właśnie dzięki tym wszystkim zdarzeniom mam faceta. Nie chłopaka. Faceta. Jest to świeży związek, więc możecie czekać na ciąg dalszy.
Na szybko?
Nigdy moi znajomi nie chcieli wychodzić na miasto, siedzieli w domu, albo woleli wczesne popołudnia i żarcie. Zero zabawy, śmiechu, odpoczynku czy szaleństwa. Dzięki, dajmy jej na imię Marta, w końcu zaczęłam wychodzić do ludzi, poznawać świat i mniej go się bać. Pewnego wieczora obie wkurzone na facetów poszłyśmy się odstresować. Marta jest genialna w bilard, więc stwierdziła, że mnie nauczy. Ja tej gry nie lubiłam, bo zawsze grałam z chłopakami, który widzieli w tym tylko idealną okazję do obmacywania.Tak więc ubrane najnormalniej w świecie, z jedynie pudrem na twarzach sączyłyśmy wino ciągle się śmiejąc z mojej nieudolności. Chłopaki, którzy grali na stole obok wciąż nam się przyglądali. W pewnej chwili jeden z nich do mnie podszedł i z super uśmiechem zapytał czy mówię po angielsku a ja odpowiedziałam cała czerwona,ze tak, troszeczkę. Poprosił o zrobienie zdjęcia. Ustawiłam ich ładnie, żeby światło oświetlało ich a nie mnie i zrobiłam kilka zdjęć. Potulnie oddałam telefon i już miałam iść, ale mnie zatrzymali pytając jak mam na imię i czy razem z koleżanką chcemy zagrać razem z nimi. Zawołałam Martę i się zgodziłyśmy. Graliśmy, śmiali się ze mnie oczywiście, mało mówiłam, nie byłam pewna mojego angielskiego. Później pytali co chcemy robić, więc stwierdziłyśmy, że idziemy coś zjeść. Poszliśmy na burgery, trochę pogadaliśmy no i na odchodne jeden z nich poprosił o nasze namiary na fb. Dałyśmy grzecznie i poszłyśmy w swoją stronę śmiejąc się i żartując, że fajna przygoda. Kiedy dotarłam do domu otrzymałam wiadomość od chłopaka, który zagadał do mnie o zdjęcie. Rozśmieszył mnie już na początku. I tak to się zaczęło
Tak, wyrwałam Hiszpana. (Wspominałam, że uwielbiam Hiszpanów?) A może lepiej powiedzieć, że to on mnie wyrwał?

Znów wyszło długo. Pozdrowienia i gorące uściski i buziaczki dla tych, co dotrwali do końca!
 

 



Tym razem przesadziłam. 204 dni od ostatniego wpisu. To był luty. Tak dużo się działo, ale w zasadzie nic się nie zmieniło.
Obroniłam się. Jestem licencjonowanym HRowcem. Ale na tym nie poprzestaje. Idę na magisterkę. Tak, dostałam się i czuję się fantastycznie.

Z Sebastianem sytuacja wciąż jest zagmatwana i powinnam sobie go dawno odpuścić. Jestem w fazie "pierwsza się do ciebie nie odezwę, dupku, nie zasługujesz na to" ale jestem ciekawa ile wytrzymam i w końcu napiszę do niego: "spacer?". Widząc zieloną kropeczkę koło jego nazwiska już nie chcę na to kliknąć i wystukać tych kilka liter na klawiaturze. Nie. Bardziej męczą mnie myśli: "dlaczego nie piszesz? Jednak jestem dla ciebie nikim?".

To będzie mało zaskakujące, ale przespałam się z Wiktorem i miałam takie wyrzuty sumienia, że przez dwa miesiące unikałam go jak tylko mogłam. Udawałam, że nie mam czasu. Byłam przecież tak zajęta pisaniem licencjatu a potem obroną... a potem... no nie miałam czasu. Tak... Pamiętam jak cała zadowolona szłam do niego, że w końcu się zobaczę z nim i jego dziewczyną i jak bardzo dziwnie się poczułam kiedy jej tam nie było. I jak czułam się jeszcze dziwniej kiedy zaczął mnie smyrać, a potem zaczął robić masaż, a potem pocałował a ja nie odwzajemniłam pocałunku... i jak usłyszałam jego szept "chcę się z tobą kochać, brakowało mi ciebie, pragnę cię" i inne słodkie słówka. Pamiętam jak całował mnie jeszcze zachłanniej a ja nawet nie próbowałam tego odwzajemnić tylko leżałam i czekałam nie wiem na co. I pamiętam jak doprowadzał mnie do drżenia i usłyszałam "skoro nie chcesz, to przecież cię nie zgwałcę..." i wtedy odwzajemniłam. Dalej potoczyło się samo. Czułam się tragicznie już sekundę po. Zabrałam bieliznę, zbiegłam na dół, zamknęłam się w łazience i nie wychodziłam przez dobre 15 minut. Odwiózł mnie do domu.

Czy można utrzymywać dobre stosunku ze swoim byłym facetem? No ja mogę. Stosunki seksualne. Było pięknie, miło, grzecznie, widywaliśmy się co jakiś czas i oglądaliśmy filmy. Zawsze bolały go plecy a jako że ja robię podobno najlepszy masaż pod słońcem, to kładł się na brzuchu, ja siadałam na jego tyłku i w taki sposób oglądaliśmy film. Oglądaliśmy to dużo powiedziane, bo on się rozpływał bo było mu dobrze a ja się rozpływałam widząc jego umięśnioną klatę. Nie miał takiej, jak byliśmy razem. Rozpływałam się kiedy wyciągał ręce wzdłuż swojego ciała a potem kładł swoje dłonie na moim tyłku i cieszył się jak małe dziecko. Rozpływałam się kiedy chwytał moje nadgarstki i opuszkami palców gładził moje dłonie mówiąc, że są śliczne, bardzo miłe w dotyku i to najbardziej miękkie jakie kiedykolwiek miał okazję dotknąć. Śmiałam się kiedy chodził za mną przez kilka tygodni i zamęczał, żebym pozwoliła mu zobaczyć mój tyłek. A kiedy w końcu na moje "może pozwolę a może nie" pociągnął mnie za nadgarstek, posadził na swoich kolanach, położył się ze mną na łóżku i namiętnie pocałował i już nie miałam nic przeciwko. Zawsze jego pocałunki były najlepsze. Zawsze się przy nich rozpływałam, zawsze smakowały truskawkową milką, którą mi kupował. Tym razem było inaczej, smakowały pożądaniem, ciekawością. Nie miałam nic przeciwko kiedy zdejmował ze mnie spodnie. I mało mnie obchodziło, kiedy mówił, że nie wrócimy do siebie, bo raz nam nie wyszło i oboje wiemy, że i kolejnym razem nie wyjdzie. Pytał czy nie będę żałowała i mówił, że zawsze chciał zobaczyć jak to jest się ze mną kochać. Wypytywał ilu facetów miałam po nim, jak wyglądał mój pierwszy raz. Chciał, żeby to on był tym pierwszym, ale kiedy byliśmy razem byłam za młoda, nie byłam gotowa, za bardzo się bałam. Pamiętam też drugi raz i dokładnie pamiętam jak dzwoniłam do mamy mówiąc, że nie wrócę na noc, a on w tym czasie zdejmował ze mnie bluzkę. Było niesamowicie. Nie żałuję. Ja też chciałam, by był moim pierwszym. Nie był, ale zawsze mogę zacząć tak myśleć. Pamiętam też jak któregoś wieczoru byłam u niego i był z nami jego kumpel. Nagle zadzwonił mój telefon. To Sebastian, że będzie po mnie za kilka minut. Nie wiedziałam co się dzieje, przecież poprzedniego dnia tylko żartowałam, żeby po mnie przyjechał w jedno miejsce jak skończy pracę, a on mnie wyśmiał. Pamiętam jak ex prosił mnie żebym została jeszcze, że mnie odwiezie później do domu, ale byłam nieugięta, przecież Sebastian przejechał całe miasto, żeby mnie zabrać. Ex z kumplem odprowadzili mnie w umówione miejsce. Sebastian tylko nas obserwował, jak wygłupiam się z chłopakami, jak ex się ze mną żegna... I był mocno niewychowany. Ex podszedł do niego, podał mu rękę, przedstawił się, a Sebastian nawet nie wysiadł z auta. Prawie całą drogę powrotną się do mnie nie odezwał. To była zazdrość czy co to było? (Sebastian dowiedział się, że spałam z ex. Nie mam przed nim tajemnic.)

Po drodze były Juwenalia. Poznałam moją przyjaciółkę z moim kolegą z przedszkola. Teraz są parą. Cieszę się niesamowicie, że znalazła szczęście, zasłużyła sobie na to. Czuję się trochę olana, ale sama nie jestem lepsza kiedy latam za facetem.
W tym roku również byłam na moim pierwszym Woodstocku i do tej pory się nie wyleczyłam z rozpaczy po tym, że musiałam opuścić tamto miejsce i wrócić do szarej rzeczywistości. Bród, smród i ubóstwo? Nie ma mowy! Fakt, jest pełno pyłu, toi toie też w końcu przecież się zapełniają, ale to jest normalne. Ludzie się myją! Zimna woda? To super zabawa! Wszyscy są tak pomocni i kochani, że nie można sobie nawet tego wyobrazić. Chcę tam wrócić. Woodstock to temat na osobną notkę.

Pobieżnie opisałam. Może w końcu zbiorę się w sobie i powoli będę nadrabiać to, co się działo.

Tęskniłam za wami niesamowicie, ale nie mogłam się przemóc aby coś tu naskrobać.

Nawet na twitterze mnie nie było. Może powoli tam wrócę. Zapraszam. Żeby "kochani" znajomi nie mogli znaleźć tego bloga podam wam to w formie ze spacjami, usuńcie je (wszystkie!)a znajdziecie to, czego szukacie
choco late _ dre am
 

 



Znów dość długo zabierałam się do tego wpisu. Jestem przepełniona myślami i emocjami, których chciałabym się pozbyć. Zaczynam mieć dość, może nawet popadam w depresję? Wszystkim dookoła mówię, że nic mi nie jest, że jakoś to będzie, a tak naprawdę rozwala mnie od środka. Moim najlepszym przyjacielem jest kołderka, bo świat poza nią jest taki zły i okrutny. Bardzo okrutny i w najmniej oczekiwanym momencie potrafi zranić aż do szpiku kości.
W dzień dziadka miałam dość zepsuty humor, wszyscy mnie denerwowali, a tym bardziej ludzie, którzy myśleli tylko o sobie i mieli w głębokim poważaniu to, co obiecywali wcześniej... no ale to już inna sprawa. Byłam ubrana w czarną sukienkę do kolan, zakryte czarne buty i czarny płaszczyk, także do kolon. Było dość chłodno, więc jak tylko autobus podjechał to wepchnęłam się do środka. Zadowolona jechałam w kierunku domu nie spodziewając się żadnych dziwnych przygód. Na którymś przystanku wstał facet, koło może 35 lat. Wyglądał zupełnie normalnie, stanął obok mnie i zaczął mi się przyglądać. Po dłuższej chwili poczułam coś na nodze, pod sukienką. Pomyślałam, że skoro jest dość duży ścisk, to pewnie facet trzyma plecak na dole, żeby nikt go nie okradł. Odsunęłam nogę, żeby nic mi nie przeszkadzało. Po chwili znów poczułam dotyk, tym razem trochę wyżej. Lekko zdenerwowana odsunęłam się bardziej, tak by nic mnie nie mogło dotykać. Na moje nieszczęście kierowca zahamował i facet wylądował na mnie... z ręką praktycznie na moim tyłku. I tak. Pod sukienką. Miałam łzy w oczach, ale z tego szoku jedyne na co było mnie stać to odsunąć się od niego zupełnie i stanąć obok dobrze wyglądającego chłopaka w moim wieku. Wręcz się za nim schowałam. Chłopak patrzył na tamtego uważnie, więc koleś wybiegł z autobusu jak tylko zatrzymaliśmy się na przystanku. A ja? Miałam miliony myśli w głowie, że mogłam dać tamtemu w twarz, lub chociaż zwrócić mu uwagę przy wszystkich, może by się nauczył trzymać łapy przy sobie... Jak wróciłam do domu, to się poryczałam. Tak, jestem miękka i wszystkiego się boję. Nie potrafię walczyć o swoje, zupełnie nie potrafię być asertywna. Kiedy się uspokoiłam kliknęłam tą zieloną kropeczkę przy zdjęciu Sebastiana. Roześmiałam się, bo okienko pokazało mi, że zaczęliśmy pisać do siebie w tym samym czasie. Pytałam czy możemy się spotkać, bo mam naprawdę zły humor. Był zajęty, miał trochę rzeczy do zrobienia. Zapytał co się stało. Było widać, że się przejął. Powiedział mi, że wpadnie do mnie po wizycie u mechanika. Wieczorem jednak napisał mi, że nie da rady. Co zrobiłam? Oczywiście, że się popłakałam. Powinnam chyba wylądować w psychiatryku. To nie jest normalne zachowanie.
Następnego dnia dostałam wiadomość od Sebastiana z zapytaniem jak się czuję i czy chcę dzisiaj do niego przyjść. Zgodziłam się. Po drodze wpadłam na jego mamę, a ta powitała mnie ciepłym uśmiechem i od drzwi zawiadomiła "przyprowadziłam wam gościa!". Sebastian akurat naprawiał kran w łazience, fajnie było na to popatrzeć, nie powiem. Po chwili zaprowadził mnie do pokoju, posadził na łóżku i włączył film. Ten film, o którym mu raz wspomniałam, że chciałabym go z nim zobaczyć. Uśmiechnęłam się nieznacznie. Usiadł obok mnie, po jakimś czasie zaczął mnie zaczepiać, aż w końcu się położył i pociągnął mnie za sobą. Wylądowałam głową na jego klatce piersiowej. Przytrzymał mnie. Pozwolił mi tak leżeć. Podłożył mi nawet poduszkę pod głowę, żeby było mi wygodniej. Oczywiście odruchowo miziałam go po brzuchu i w ciszy oglądaliśmy film. Przytulił mnie mocno do siebie, powoli smyrał po plecach i wtulał twarz w moje włosy. To mu się nie zdarza. Na trzeźwo tym bardziej. Film się skończył. Napisy końcowe pojawiły się na ekranie a mi puściły nerwy i poczułam łzy na policzkach. Schowałam głowę pod koc. On nic nie mówił. Pozwolił mi się jeszcze bardziej w niego wtulić i głaskał mnie po głowie aż się uspokoiłam. Jeszcze leżeliśmy tak 20 minut mocno się przytulając, a potem zebrałam się do domu, bo on musiał iść do pracy. Jeszcze przed wyjściem obiecał mi, że spotkamy się w weekend, bo ma akurat wolny.
Co było w weekend? Oczywiście, że się nie spotkaliśmy. W sobotę nagle mu coś wypadło... a w niedzielę się umówił, nie chciał powiedzieć z kim. Powiedziałam sobie, że ok, nie będę się mu narzucać, chociaż czułam się urażona. Nie lubię ludzi, którzy nie dotrzymują obietnic. Napisał sam. W rozmowie wyszło, że poznał fajną dziewczynę. Łzy ciurkiem leciały mi po policzkach. W niedzielę to z nią się widział. Wspomniał kiedyś, że ma się nauczyć grać piosenki rhcp, też nie chciał zdradzić dla kogo. Teraz wszystko stało się jasne. Miałam beznadziejny humor, sama do niego nie miałam zamiaru pisać. To za bardzo bolało. W piątek pojechałam do koleżanki, żeby odwiedzić ją w pracy. Siedziałam długo, z nastawieniem "po co mi facet? A zwłaszcza taki jak on? Nie potrzebuję go, nie jest wart moich łez." To wszystko jednak legło w gruzach, kiedy chwilę po 22 dotarłam pod swoje mieszkanie. On tam był. Czekał na mnie w samochodzie. Bez najmniejszego słowa, że przyjdzie mnie zobaczyć. Zwyczajnie stał i czekał. Wpadłam do domu, bez dania mu jakiegokolwiek znaku. Dostałam wiadomość "Obraziłaś się?". No nie, nie obraziłam się, jest mi tylko cholernie przykro. Wzięłam psa i wyszłam. Zaparkował i wysiadł z samochodu. Mocno mnie przytulił. Wypytywał czemu wracam tak późno. Po jakimś czasie odprowadziłam psa do domu i wsiadłam z nim do samochodu. Cała dzielnica była pogrążona w ciemnościach, choć w mieszkaniach normalnie było światło. Opowiadał mi zabawne rzeczy, jeździł próbując mnie przestraszyć, w końcu wróciliśmy do mnie i siedzieliśmy dobrą godzinę w samochodzie. Przekonałam go, żeby nauczył się dla mnie grać Green Day- boulevard of broken dreams. Wygłupialiśmy się trochę. Znów mnie przytulał, zaczepiał... i nagle się skończyło. Wrócił na temat tamtej dziewczyny. Powiedział mi, że ona ma wszystkie trzy cechy: jest ładna, inteligentna i ma fajny charakter. Mówił, że zawsze do niego pierwsza pisała, nawet dzwoniła, że było widać, że jej zależy... a od ostatniego spotkania nawet mu nie odpisała. Nie zauważył łez w moich oczach. Jak zwykle robiłam dobrą minę do złej gry. Chcę dla niego jak najlepiej. A skoro uważa, że nie jestem wystarczająco dobra... to co ja zrobię? Mogę go tylko wspierać. Mówił też, że znów ma wolny weekend i że się spotkamy, bo nie będzie miał co robić. Wróciłam do domu. Co zrobił w sobotę? Oczywiście, że stwierdził, iż nie ma ochoty się ze mną zobaczyć i że może w niedzielę coś ogarniemy. Zdenerwowałam się. Kolejny raz mnie tak potraktował. Dostał wiadomość "Wiesz co? Mam dość. W niedzielę to ja jestem już umówiona." chociaż wcale nie byłam. Ale widać jednak nie kłamałam, bo wczorajszy dzień zleciał mi na spotkaniach towarzyskich. Wszyscy nagle zachcieli się ze mną zobaczyć.
Ale właściwie o co mi chodzi? No właśnie o to... że mówiąc mi o tamtej dziewczynie, powiedział, że wkurza go to, iż przy niej nie może być sobą, że się denerwuje, że przy mnie nie ma ograniczeń i robi to, co lubi, jest Sebastianem. Ale i tak on w to brnie. Przytula mnie, robi takie rzeczy, których przyjaciel nie powinien robić i nagle wyskakuje mi z wiadomością, że kogoś poznał. A potem robi znów coś takiego, że nie mogę o nim zapomnieć. Nawet sobie nie wyobrażacie mojej radości, kiedy wracając do domu zobaczyłam, że on na mnie czeka. Znowu mnie przytulał, zajmował się mną... a później znów zostałam olana. Nie ogarniam jego zachowania.
Traktuje mnie jak swoją ostateczną opcję, kiedy to już zupełnie nie ma co robić,a potrzebuje się do kogoś przytulić? Po cholerę swoim zachowaniem daje mi dodatkową nadzieję?
Ale mimo wszystko on jest naprawdę wspaniałym człowiekiem, nie bądźcie do niego negatywnie nastawione.

Piosenka, która wywołała płacz:
 

 
Właśnie skończyłam pisać rozdziały teoretyczne do mojej pracy licencjackiej i wysłałam je promotorowi. Wszystkie egzaminy mam pozaliczane, więc czeka mnie cały miesiąc wolnego. Cieszę się jak głupia i z tej okazji, no i może też faktu, że dzisiaj mam wenę na pisanie, stwierdziłam, iż w końcu dam Wam znak, że żyję!
To prawda, trochę mnie tutaj nie było. Dopadł mnie straszliwy leń i mimo, że dużo się działo w moim życiu, to nie miałam najdrobniejszych chęci, by coś tutaj napisać. Czasami się zastanawiam co ja robię z własnym życiem, wszystko odkładam na później, prokrastynacja mnie powoli zabija. Jeszcze jakbym miała jakieś bardziej ogarnięte zainteresowania niż Korea i wszystko co z nią związane, to może ludzie patrzyliby na mnie normalniej i robiłabym coś ze sobą. A tak? Siedzę, oglądam seriale i marnuję swój czas na mało ambitne rzeczy. Powinnam się zabrać do roboty... tylko problem w tym, że nie mam pojęcia za co.
Co się ze mną działo przez ten cały czas? Nic wielkiego się nie stało. Moje życie ciągnęło się w kółko. Dom, uczelnia, dom, uczelnia, Sebastian, koleżanki... Nie wiem co powinnam napisać. Nie potrafię sobie tego ułożyć jakoś w głowie. Mam miliony myśli, ale nie składają się one w jedną całość.
Z Sebastianem wciąż sytuacja jest bardzo dziwna. On doskonale sobie zdaje sprawę z tego, że mi się podoba, mówił, że nigdy nie będziemy ze sobą, że jesteśmy przyjaciółmi. Tylko jego zachowanie wciąż i wciąż robi mi burdel w głowie. Raz się ze mną spotka, sam przytuli, będzie prawił komplementy i traktował jak księżniczkę. A innym razem, kiedy spróbuję się przytulić to mnie odepchnie i na mnie nakrzyczy mówiąc przy tym, że on nie jest od przytulania. Jestem jego tylko wtedy, kiedy on tego chce. Przy swoich kumplach potrafi mnie przytulić, rzucić na łóżko i miziać czy trzymać na kolanach albo nosić na rękach. Mam wrażenie, że chce im przekazać ukryty komunikat o treści: "Ona jest moja. Tylko moja. Zobaczcie jak się cieszy." A następnego dnia już udaje, że takie zachowanie nie miało miejsca i traktuje mnie oschle. Albo nawet wcale się nie odzywa. Jestem jego zabawką? Dziewczynką, która spełni każdą jego najdrobniejszą zachciankę, bo jest nim zauroczona? Nie wiem zupełnie co o tym myśleć.
Święta w tym roku znów spędziłam we Wrocławiu, nie było najgorzej, czasami nawet śmiesznie. Sylwester to było dziwne przeżycie. Tym razem nie pchałam się do Wiktora. To mogłoby się skończyć źle. Szczerze? To już wcale mnie do niego nie ciągnie. Został Sebastian i chyba tylko on się liczy, więc skoro tak jest to i powitałam Nowy Rok w jego towarzystwie. Upiłam się strasznie, ale byłam bardzo grzeczna i nic nie odwaliłam. W sumie nie trudno było mi się upić, kiedy to wypiłam cała butelkę mojego wina, piłam wódkę równo z chłopakami, trochę piwa i doprawiłam to szampanem. Ledwo przytomna tylko prosiłam Sebastiana o koszulkę do spania i zasnęłam na jego łóżku. Nie wygonił mnie do innego pokoju. Położył się za mną, objął ręką w pasie i zasnął. Wróciłam do domu koło 17, bo po tym jak zostaliśmy sami pomogłam mu sprzątać, a potem przytuleni oglądaliśmy skoki narciarskie. Nie przeszkadzało mu to w zupełności.
Którejś nocy bardzo chciałam gdzieś wyjść, a on chciał pojeździć samochodem. Wyszłam z domu koło 1. Nie powiem, że rodzice dziwnie się na mnie patrzyli. Wsiadłam do jego samochodu i pojechaliśmy przed siebie. Wyjechaliśmy poza miasto i jeździliśmy mokrymi, leśnymi dróżkami. Śmialiśmy się, że zaatakują nas zombie albo natkniemy się na mafię zakopującą jakieś ciało i my też będziemy musieli zginąć... ale najgorszym scenariuszem dla mnie byłoby to, gdybyśmy się zakopali w tym błocie i nie mogli wrócić normalnie do domu.
Najbardziej mnie wkurza to, że Sebastian często mnie porównuje do swojej byłej dziewczyny. Skoro widzi we mnie tylko przyjaciółkę, to po co te porównania? Nie czuję się z tym dobrze, chociaż czasami ma na myśli to, że jestem lepsza.
Ostatnio wyszliśmy znów w nocy na piwo, siedzieliśmy schowani przed wiatrem i nagle usłyszałam "tylko jednego ci brakuje: naucz się gotować". Umiem gotować jeśli mam chęć i nikt mnie do tego nie zmusza. I co miało znaczyć to, że TYLKO JEDNEGO mi brakuje? Brakuje mi tego do czego? Zawsze takie pytania pojawiają się w mojej głowie za późno i już nie mam okazji ich zadać.
Jak widzicie mam zupełny bałagan w myślach. Postaram się częściej tutaj zaglądać i doprowadzić to wszystko do porządku. W końcu mam miesiąc wolnego!
Trzymajcie się cieplutko!

  • awatar Aria.Mc: @Niña Bonita: Ostatnio właśnie na wykładach robiliśmy pewne testy psychologiczne i okazało się, że przyciągam samych świrów i osobowości narcystyczne, więc wszystko jasne ;)
  • awatar Niña Bonita: lubisz trudne przypadki :D tylko tak mogę to wytłumaczyć, albo takie po prostu przyciągasz
  • awatar Nela18: Faceci są dziwni. :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wkurzyłam się. Cały wpis mi się skasował. Normalnie ugh!
Znów nie ogarniam świata, nie wiem co ze sobą zrobić, jak powinnam reagować. Zostaje ze wszystkim sama.
Już w niedzielę, gdybym napisała z godzinę wcześniej Sebastian byłby w stanie wyjść z domu i się ze mną spotkać. Jednak nie zrobił tego, bo było już dość późno, a on o 5 rano (w środku nocy!) musiał wstać do pracy. W poniedziałek dał mi znać, że biedaczek się rozchorował, a ja przepełniona poczuciem winy już we wtorek pobiegłam sprawdzić jak się czuje. Chwilę po moim wejściu jego mama wróciła z pracy. Pierwszy raz ją spotkałam i muszę przyznać, że to bardzo miła kobieta. Widać było, że wczuła się w rolę, bo co chwila zagadywała mnie czy czegoś przypadkiem nie potrzebuję, a potem jeszcze przyniosła nam słodycze. Zgasiliśmy światło i dała nam spokój. Czyżby bała się wejść? Sebastian położył się na łóżku, wziął laptopa na brzuch i zawołał mnie, żebym położyła się obok niego. Puszczał mi głupie filmiki a potem kilka piosenek o miłości. Kazał się wsłuchać w tekst i mnie obejmował. W końcu położył laptopa na moim brzuchu i wybraliśmy film. Stanęło na „Dawcy pamięci”. Byliśmy dość spokojni. A to Sebastian się do mnie przytulał, a to ja bawiłam się jego włosami, a to trzymaliśmy się za ręce… w końcu przestało mi być wygodnie w tej pozycji i laptop znów powędrował do Sebastiana… a ja ułożyłam się wygodnie na boku z głową na jego klatce piersiowej. Kiedy główni bohaterowie się pocałowali usłyszałam tylko „jakie to słodkie” i poczułam mocniejszy uścisk Sebastiana. Chwilę po 20 stwierdziłam, że nie wypada mi siedzieć u niego dłużej, więc się zebrałam. Krzyknęłam jego mamie „do widzenia”, dostałam buziaka w policzek i poszłam do domu.
W środę już umówiłam się z Sebastianem na sobotę. Stwierdziliśmy, że cmentarz wieczorem 1 listopada jest bardzo klimatyczny, więc musimy się przejść. Później byłam już zajęta uczelnią. W piątek upiekłam dla niego babeczki, ale mi nie wyszły (nie wiem co spierdzieliłam! Zawsze wychodziły idealne.) W sobotę na szybko się ogarnęłam, poszłam wraz z rodzicami zapalić znicze na cmentarzu, a później już na spokojnie przygotowałam się do Sebastiana. Po 15 do niego dotarłam. Oczywiście jak zwykle coś jadł, jak do niego wchodziłam. Włączył muzykę, która nadawała nastrój i przypominała nam jakie właściwie jest dzisiaj święto. Siedział na jednym rogu łóżka, a ja na drugim. Jeszcze od czasu do czasu kasłał. Dzięki temu mógł się wykręcić przed wyjechaniem z miasta na weekend wraz z rodzicami. Nie mówiliśmy za dużo. Patrzyliśmy sobie tylko głęboko w oczy. Położył się na łóżku, postawił laptopa obok siebie i wsunął stopy pod moje nogi. W końcu puścił konkretny metal i nie przestawać sprawdzać mojej reakcji. Nic nie odczytał. „I co uważasz?”. Odpowiedziałam mu, że nie jestem przyzwyczajona do takiej muzyki. Schowałam twarz w kolanach. „Fajny ma głos, no nie?” zaśmiał się. „Tak, śliczny” odpowiedziałam ironicznie. Położyłam się na skrawku łóżka, który nie był jeszcze zajęty. „Już nie wytrzymujesz? Lubisz tak leżeć w nogach?” śmiał się ze mnie. „Laptop mi zajął miejsce!” odpowiedziałam mu ze smutkiem. Znów się zaśmiał i stwierdził, że jest tam dla mnie wystarczająco dużo miejsca. Przesunął się bardziej do ściany a ja położyłam się obok niego. Jak tylko ułożyłam sobie wygodnie poduszkę pod głową to poczułam dłoń Sebastiana na moim brzuchu. Już mnie obejmował. Włączył jakąś „straszną” historię na youtube. Leżeliśmy tak i słuchaliśmy. Od czasu do czasu czułam jego dłoń, która nieśmiało poruszała się wzdłuż mojego kręgosłupa. Zrobiło mi się zimno. Próbowałam złapać jego dłoń i się do niego przytulić, ale mi nie pozwolił. Wstałam więc i widziałam jak z lekko zaskoczonym wyrazem twarzy obserwuje jak zakładam moją koszulę z dłuższym rękawem. Wróciłam. Znów mnie objął. Włączył nam następną historię. Trząsł nogą jakby był czymś bardzo zdenerwowany albo się nudził. W końcu zapytałam co robi. „Moja noga gwałci twoją nogę” odpowiedział. Popatrzyłam na niego jak na idiotę. „To niech przestanie” powiedziałam mu. „Moja noga jest nimfomanką, a Twoja?” zapytał. Jeszcze raz popatrzyłam na niego jakby miał nierówno pod sufitem. „Moja nie jest. Przestań. Czuję się dziwnie.” odpowiedziałam. „Nie przestanę jeśli nie dasz mi jakiegoś konkretnego argumentu.” Powiedział całkiem poważnie. Zastanawiałam się chwilę, ale nic mi genialnego nie chciało przyjść do głowy. W końcu palnęłam „Przez tą Twoją nogę ja też się cała trzęsę i to jest mega niewygodne. Przestań.” Uspokoił się. Leżałam już na plecach. Zarzucił swoją nogę na moje biodra, włożył rękę pod moją głowę i mocno przytulił. Nie mogłam się ruszyć. „Co robisz?” zapytałam. Poczułam tylko jak się uśmiecha. Zaczęłam go odruchowo miziać po ręku. Potrzebowałam iść nagle do toalety. „Puść mnie” zaczęłam panikować, że nie wytrzymam. Nie chciał zwolnić uścisku. „Proszę puść. Zaraz wrócę.” Zabrał nogę i ręce a ja zerwałam się szybko i pobiegłam do toalety. Wróciłam i położyłam się przodem do niego. Szybko mnie objął i znów przytrzymał nogą. Smyrał mnie po ręku a ja wtuliłam twarz w jego klatkę piersiową. Przytrzymał mnie mocniej. „Co robisz?” znów zapytałam. „Przytulam się. Nie wmówisz mi, że tego nie lubisz.” usłyszałam. Uśmiechnęłam się tylko i zamknęłam oczy. Pozwoliłam mu włączyć następną historię. Odruchowo go smyrałam. Zaczęliśmy się łaskotać. Ale jemu to nie przeszkadzało. Włożył tylko dłoń pod moją bluzkę żeby moje łaskotki były bardziej intensywne. Zrobiłam z nim to samo, ale dalej nie działało. „To nie fair!” powiedziałam i przestałam go łaskotać. Zaśmiał się, wyjął rękę spod mojej bluzki i ją poprawił. Tym razem to on wstał i zniknął na chwilę. Ja zostałam na łóżku. Wrócił i tym razem to ja leżałam od strony ściany. Kolejna historia się już skończyła, położył laptopa u siebie na brzuchu i włączył filmik. Położyłam głowę na jego ramieniu, by lepiej widzieć napisy. Znów odruchowo zaczęłam go miziać. Odepchnął moją rękę. Spojrzałam na niego zaskoczona. Nic sobie z tego nie zrobił. Po kilku chwilach złapał mnie za rękę, położył sobie na klatce piersiowej i trzymał tak przez chwilę. Puścił. Znów po jakimś czasie odruchowo zaczęłam go smyrać. Poprawiłam się, żeby było mi wygodniej i moja dłoń wylądowała na jego szyi. Spojrzał mi w oczy a potem przytulił swoją twarz do moich włosów. Zaczął się wiercić. Podniosłam się na chwilę z zapytaniem w oczach, a on tylko się uśmiechnął i wyciągnął rękę tak, żebym mogła się na niej położyć. Objął mnie i zaczął smyrać po ręku. Moją dłoń przekładał z szyi na swój brzuch a z brzucha na klatkę piersiową. W końcu filmik się skończył a Sebastian włączył muzykę i odstawił laptopa. Zarzucił swoją nogę na moje biodro, objął mnie jeszcze drugą ręką i mocno do siebie przycisnął. Tak mocno, że aż nie mogłam oddychać. Ale i tak się uśmiechnęłam. Po kilku chwilach jego uścisk zelżał a ja byłam lekko zawiedziona. Zaczął mnie łaskotać a ja próbowałam się wyrwać. Zabrał swoją rękę spod mojej głowy i w następnym momencie leżałam na plecach a on siedział na moich biodrach. „Pamiętasz jak to się robi?” nawiązał do tego, czego kiedyś próbował mnie nauczyć. „No nie bardzo.” Odpowiedziałam zrezygnowana. Nachylił się nade mną, popatrzył mi głęboko w oczy. Złapał go kaszel i zszedł ze mnie. „Cholera! Czemu jest chory?!” pomyślałam. Wstałam za nim z łóżka. Próbowałam się odwdzięczyć i zaczęłam go łaskotać, ale nie podziałało. Jedyne co osiągnęłam, to bycie rzuconą na łóżko. I znów po kilku sekundach Sebastian na mnie siedział. Wyłaskotał mnie i położył się obok. Lekko przytulił. „Nie chce mi się dzisiaj iść na ten cmentarz. Pójdziemy jutro, dobra?” zapytał. Spojrzałam na niego zawiedzionym wzrokiem. Westchnął tylko i wstał. Wyłączył laptopa, głośniki. „No ubierasz się?” usłyszałam. Wpakował mi dwa znicze do torebki i wyszliśmy. Coś mu było nie tak w bucie, więc się zatrzymał a ja pobiegłam do domu. Wzięłam swoje znicze, weszłam jeszcze na chwilę do łazienki i poszłam w kierunku Sebastiana. Czekał już na mnie na rogu mojej ulicy. Poszliśmy na grób moich dziadków. Zapaliłam znicza. Przeszliśmy na drugi cmentarz. Chodziliśmy alejkami mniej uczęszczanymi przez ludzi. Sebastian zaciągnął mnie na cmentarz żołnierzy, którzy zginęli na froncie. Pusta przestrzeń ogrodzona barierkami a na trawie stały setki różnokolorowych zniczy. Wyglądało to bardzo klimatycznie. Sebastian zapalił znicz. Przeszliśmy na drugą część, gdzie zniczy było o wiele mniej i znów zostawiliśmy jednego. Rozmawialiśmy na tematy typu „Gdzie chciałabyś trafić po śmierci?”. „Czy nagrałabyś filmik dla swojej rodziny jako swój testament? Co byś powiedziała?” i inne takie. Dotarliśmy do dużego krzyża. Spoglądaliśmy na setki zniczy jak zaczarowani. Znów poszliśmy w kierunku grobu moich dziadków. Rozmawialiśmy. Co jakiś czas ręka Sebastiana lądowała na moim ramieniu i jego palce wygrywały tylko jemu znany rytm. Łapałam go wtedy za rękę i zaczynałam łaskotać. W końcu przytrzymał moją dłoń i szliśmy tak kawałek trzymając się za ręce. Spoglądał tylko na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Poszliśmy na chwilę do moich dziadków i wyszliśmy z cmentarza. Zaczęłam mu opowiadać jak bardzo wkurzyłam się w czwartek. Koło mojego domu niespodziewanie złapał mnie za rękę i obrócił mnie wokół własnej osi, sam zrobił obrót, przycisnął mnie do siebie, znów razem zrobiliśmy obrót a ja przez zaskoczenie nie mogłam dokończyć mojej opowieści. „No mów!” śmiał się ze mnie. „No nie mogę, daj mi się skupić.” Spojrzałam na niego z wyrzutem. Puścił mnie. Dokończyłam swoją opowieść. Dotarliśmy pod moją klatkę. Rzuciłam mu tylko, że wezmę psa i zaraz znów będę. Jak powiedziałam tak zrobiłam. Poszliśmy inną drogą w stronę jego domu. Znów jego dłoń lądowała na moim ramieniu, a ja ją zrzucałam ze śmiechem. Znów złapał mnie za rękę i zaczął ze mną tańczyć w tylko jemu znanym rytmie. Śmiałam się. To było tak dziwne ale za to tak fajne, że chyba nigdy tego nie zapomnę. W końcu złapał mnie w pasie i odchylił do tyłu. Mocno. Tak, że prawie się wywaliłam. Zaśmiał się, postawił mnie i przytulił przez chwilę. A potem puścił i zaczął iść dalej. Lekko zdezorientowana pobiegłam za nim. Na pożegnanie złapał mnie w talii i mocno do siebie przycisnął a ja mocno się do niego przytuliłam mają ręce zarzucone na jego kark. Odsunął mnie lekko od siebie, uśmiechnął się, powiedzieliśmy sobie „cześć” i każde poszło w swoją stronę.
I teraz najważniejsza część:
Następnego dnia na zapytanie czy idziemy znów na spacer odpowiedział mi tylko „nie ma mnie w domu.”. Odezwał się mój były i umówiliśmy się na wtorek. W poniedziałek Sebastian dalej nie dawał znaku życia, ale odezwał się Wiktor. Chwilę po 22 przyjechał do mnie, poszliśmy na godzinny spacer, opowiedział mi co u niego. Przytulił mocno na pożegnanie, nie odwzajemniłam. Zaskoczony prosił, żebym też go przytuliła. Zrobiłam to a potem się rozpłakałam. Powiedziałam mu, że moja mama ma raka, ale jeszcze nie wiadomo czy jest złośliwy czy nie. Staliśmy tak przytuleni z 20 min. Puścił mnie, ja się uspokoiłam. Powiedział, że jak coś się będzie działo, to mam pisać a on do mnie przyjedzie jak tylko będzie mógł. Pojechał. Sebastian napisał tylko, że spał i dlatego nie odpisał. We wtorek jednak nie spotkałam się z byłym. Musiał dłużej zostać w pracy. Sebastian za to napisał, że spotkamy się MOŻE w przyszłym tygodniu, bo teraz jest zmęczony pracą, woli sobie pospać i nie ma ochoty nigdzie wychodzić. Stwierdziłam, że ok. Jest zmęczony, nie będę go męczyć. W środę nie dał żadnego znaku życia. W czwartek też. Dzisiaj to samo.
Zaczynam się martwić. Zaczął mnie unikać przez to co stało się w poprzednim tygodniu? Musi sobie wszystko przemyśleć i poukładać? Co się dzieje? Nie ogarniam. Byłabym spokojniejsza, gdyby chociaż napisał do mnie, że wszystko ok., że żyje. A tu nic, żadnego znaku.
Znów długo. Bardzo długo. Może Wy wiecie o co chodzi? Mam wrażenie, że po tych wydarzeniach mogę już sądzić, że to nie tylko czysta przyjaźń między mną a nim… a może to właśnie dlatego unika kontaktu ze mną? Może jednak uważa to za błąd?
Jak zwykle za bardzo zaczynam analizować. Niech ktoś mnie ogarnie.

Męczę REPLAY
  • awatar cold icy queen: prowadziłam kiedys bloga normcore :) i parę komentarzy ze sobą wymieniłyśmy.
  • awatar Nela18: Analizowanie zazwyczaj robi jeszcze większy mętlik w głowie. Daj sobie ochłonąć i 3maj się dzielnie :*
  • awatar Victor thank you for life .: Dłużej sie nie dało xD? Super blog. Zapraszam do siebie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Siedzę przed komputerem i ciężko zastanawiam się nad tym, co powinnam ze sobą zrobić. Nic nie przychodzi mi do głowy. Odwiedzam bloga i myślę "Mam jeszcze chwilę czasu przed wyjściem na seminarium. Może coś napiszę?". Tak oto powstaje ten wpis. Prawdopodobnie będzie pisany na "odwal się", nie będzie większych detali...ale w końcu cokolwiek zrobię!
Kilka dni Sebastian nie dawał znaku życia, ale jakoś bardzo się tym nie przyjmowałam. Był zajęty? Musiał sobie coś przemyśleć? Przecież nie musimy codziennie rozmawiać. W sobotę w końcu napisałam do niego czy się widzimy. (Kiedy chorowałam przecież kazał mi zdrowieć, bo muszę iść z nim na koncert.) Po jakimś czasie dostałam odpowiedź, że owszem, idziemy, koncert zaczyna się koło 21, a reszta szczegółów później, bo musi odpocząć po pracy (był na popołudnie, wrócił o 22 i szedł na 6 rano). Ogarnęłam się i cierpliwie czekałam aż się wyśpi. Zrobiłam sobie loczki, ale już tak fajnie w nich nie wyglądam jak jeszcze 2 lata temu, chyba muszę mieć jeszcze dłuższe włosy. I po co je ścinałam?! Loczki się nie spodobały, więc je rozczesałam i miałam szopę na głowę. Poprosiłam mamę o warkocz dobierany. Znów mi się nie spodobał. Związała mi włosy z czubka głowy z tyłu a z końcówek znów zrobiłam loczki. Znów nie, to nie to. Wkurzyłam się i umyłam głowę jeszcze raz. Zostałam zwyczajnie, w prostych włosacoh. W końcu chwilę po 19 dostałam sms, że autobus mam kilka minut po 20 i mam do niego wsiąść. Pomalowałam się szybko, założyłam jeansy, czarną koszulkę na ramiączka i czarną koszulę, a na to już zimowy, czerwony płaszczyk, bo było bardzo zimno. Pobiegłam do autobusu i zdążyłam prawie w ostatniej chwili. Sebastian się dosiadł. Gadaliśmy o głupotach. Dotarliśmy na koncert, zostałam przedstawiona wokaliście, usiedliśmy przy stoliku blisko sceny. Sebastian rozglądał się co chwila za swoimi znajomymi. W końcu dał mi do zrozumienia, że przyszła laska, która stwierdziła, że on jest dla niej za młody. Przyjęłam to do wiadomości. Zamówiliśmy piwo i gadaliśmy o mniejszych i większych głupotach. Koncert się zaczął, w końcu Sebastian wstał, podał mi rękę i próbował wyciągnąć pod scenę. Nie dałam się, bo nikt tam nie stał. Tak, jestem wielkim wstydziochem. Powiedziałam mu, żeby poszedł sam i on to uczynił. Nie miałam pretensji, niech się chłopak bawi. Po kilkunastu minutach do mnie wrócił, a ja zdążyłam wypić trochę mojego piwa. Powiedziałam mu, że nie mogę przecież tak zostawić torebki. Rozejrzał się po sali, znalazł kumpli i stwierdził, żebym się nie martwiła. Wziął moją torebkę i oddał znajomym na przechowanie. Nie miałam już żadnych wymówek, więc złapałam jego dłoń i poszłam pod scenę. Stanęliśmy obok tamtej laski. Tańczyliśmy, wygłupialiśmy się. Czułam jak ona nam się przygląda. Co jakiś czas kumple Sebastiana byli obok nas. Tamta laska przyszła z jakimś facetem... ale pozwalała każdemu facetowi ze sobą tańczyć i się obmacywać. Sebastian, serio? Serio lecisz na TAKĄ dziewczynę? Nie mogę zaprzeczyć, owszem, była ładna... ale żadnego szacunku do siebie i swojego ciała nie miała. Strasznie nie lubię takich ludzi. Może jestem inna, ale odstraszają mnie osoby, które uwielbiają być w centrum uwagi. Sebastian zmęczył się tańczeniem, ale stał obok mnie. Złapał mnie za rękę i patrzył jak sama tańczę. Tamta to zauważyła i zamieniła się z facetem miejscami. Zjechała mnie od góry do dołu i zaczęła tańczyć bliżej Sebastiana. Serio? Kurwa, dziewczyno, zdecyduj się. Chcesz go czy go nie chcesz? Wróciliśmy do stolika, Sebastian poszedł kupić nam jeszcze po piwie, a jego kumpel się do mnie przysiadł. Przedstawiłam mu się, wymieniliśmy kilka zdań. Nawet nie próbował ze mną kręcić, był święcie przekonany, że to Sebastian ma mnie na oku, nawet jeśli dawałam mu do zrozumienia, że zapraszamy do nas i nie będzie nam przeszkadzał. Jak tylko Sebastian przyszedł, to W wstał i zostawił nas samych. Poszliśmy dalej tańczyć. Tamta niezdecydowana laska cały czas się kręciła koło nas. Zostaliśmy do samego końca. Poczekaliśmy chwilę, aż Sebastian ochłonie i wyszliśmy. W ostatniej chwili zdążyliśmy na nocny autobus. Pojechaliśmy inną linią, żeby wejść na zakupy do 24h Tesco. Kupiliśmy produkty potrzebne na tosty i udaliśmy się do mieszkania Sebastiana. Jego rodzice akurat wyjechali na wesele, więc mieliśmy cały dom dla siebie. Oczywiście on był bardziej wstawiony niż ja, ale nie dawał tego po sobie poznać. Patrzyłam prawie z serduszkami w oczach jak robi nam tosty. Facet w kuchni to jest to. Włączyliśmy muzykę, zjedliśmy. Zabrałam prawie wszystko do spania. Spodenki, kosmetyki, skarpetki... ale koszulki oczywiście zapomniałam. Dostałam ją od Sebastiana. Z uśmiechem na twarzy przyglądał mi się jak ją przymierzałam. Przeglądaliśmy różne rzeczy w necie, w końcu stwierdziłam, że idę się przebrać. Wyszłam z łazienki w jego koszulce i moich spodenkach, których nie było spod niej widać. Sebastian leżał na swoim łóżku z laptopem, kazał mi położyć się obok niego. Pokazywał mi różne rzeczy. Zrobiło mi się chłodno. "Wskakuj pod kołdrę" usłyszałam. Byłam lekko zaskoczona, no ale ok. Po jakimś czasie Sebastian poszedł szukać swojej piżamy. Nie znalazł. Przy mnie zdjął koszulkę i zaczął szukać jakiejś na zmianę. A ja tylko wodziłam za nim wzrokiem i podziwiałam. W końcu położył się obok mnie. Czy wspominałam, że to łóżko jednoosobowe? Powiedział, że będzie spał koło mnie, bo nie chce mu się szykować innego łóżka. Co miałam zrobić? Zgodziłam się. Włączył spokojną muzykę i ustawił laptopa tak, żeby wyłączył się po pół godzinie. Odstawił go na podłogę... i się do mnie przytulił. Oczywiście byłam zaskoczona. Przyjaźń, tak? No dobra. A co z tym, ze przytula tylko osoby, których dawno nie widział i swoją dziewczynę? No hello?! Całą noc albo jedno albo drugie się kręciło, ale co chwila się przytulaliśmy lub trzymaliśmy za ręce. Było w sumie słodko. Obudziłam się trochę po 9, on też. Odwrócił się do mnie przodem i wtulił głowę w moje ramię. Odruchowo zaczęłam go miziać po włosach, szyi, plecach. "Zdajesz sobie sprawę z tego co robisz?". Oczywiście, że nie zdawałam sobie sprawy. Miziałam dalej. Tak już mam, lubię miziać ludzi. Przytulał mnie do siebie jeszcze bardziej. "Niszczysz mnie." powiedział. Ale to dobrze czy źle? Nie chciałam pytać, przestałam go miziać. Odwróciłam się, żeby mnie nie kusiło. Wstałam z łóżka z zamiarem ogarnięcia się. "Chcesz już iść? Ja chcę jeszcze odpocząć. Chodź, wracaj.". Z lekkim uśmiechem wróciłam do niego, a on mnie przytulił. Napisałam smsa do mamy, że żyję i będę w domu, jak się dobudzę. Wstawałam tak z łóżka jeszcze z 2-3 razy, ale on cały czas mnie wołał. Było chwilę przed 13, więc zwlekłam się z łóżka i podreptałam do łazienki. Ogarnęłam się. W końcu postanowiłam go obudzić. Pomiziałam go po plecach. Nic, tylko uśmiech. Miziałam go dalej aż w końcu powoli zaczął otwierać oczy. Zauważyłam to "Musisz mnie w końcu wypuścić do domu." Wstał. "Chcesz już iść?". Posiedziałam jeszcze chwilę i kilka minut po 13 w końcu wstałam. Patrzył jak ubieram koszulę i płaszcz, a potem buty. Podziękowałam mu za wszystko. Buziak w policzek, przytulenie. Mocno mnie przytulił, jakby nie chciał puścić. Wyszłam.
To tylko przyjaźń, tak? Serio?

Znów wyszyło dużo!

Piosenka, która nie daje mi spokoju i chodzi od kilku dni po głowie:
  • awatar C1PKA: zaczynam wątpić w przyjaźń damsko-męską.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jest tyle do opisania, a ja nie mogę zebrać się w sobie i czegoś na spokojnie Wam napisać.
Obiecałam, że opiszę jak było z ex i S. W sumie już nie pamiętam szczegółów, tak długo się zbierałam, żeby tutaj zajrzeć. Mam głowę pełną myśli i zupełnie nie wiem co pisać.
Jak było z ex? Przyjechał w końcu do mnie, bo nie mogliśmy się dogadać co do miejsca i tego, co mamy zamiar robić. Stanęło na spacerze. Trochę marudził, że go nogi bolą, ale nie było źle. Była dość ładna pogoda. Gadaliśmy o naszych znajomych, rodzeństwie o nas samych. Powiedział mi, że kiedyś pewne moje zachowania go bardzo wkurzały i dlatego zerwał... a teraz uważa je za mega słodkie. Czyżby żałował? Przecież nie zapytam. W lasku obserwowaliśmy wiewiórki, które biegały po alejkach i drzewach wywołując uśmiechy u przechodzących ludzi. Prosił, żebym się przeprowadziła już do mojego mieszkania, bo by miał do mnie bliżej i moglibyśmy się częściej widywać i chodzić na spacery... A ja wyjechałam mu z tekstem, że w sumie to nie potrzebuję się przeprowadzać, bo na spacery mam z kim chodzić. Obraził się trochę i żartował, że znowu musimy się spotkać dopiero za kilka lat, żebym się cieszyła w końcu, że go widzę. Później dodał, że jeśli będę miała jego ulubioną gorącą czekoladę w domu, to mam dać mu znać i wtedy przyjedzie. Odprowadził mnie pod klatkę, przytuliliśmy się na pożegnanie i pojechał, bo był głodny (nie dałam się wyciągnąć do restauracji).
Co z Sebastianem? To dłuższa historia. Jeśli chodzi o tamtą sobotę, to zaraz po spotkaniu z ex napisałam mu smsa czy nie chce iść na spacer. Widocznie jeszcze go nie odczytał, bo po kilku chwilach na fb dostałam on niego wiadomość jak było. Ugrzałam się trochę, ubrałam cieplej i poszliśmy na spacer. Kupił piwo i zaprowadził na tory. Nigdy tam nie byłam i trochę się bałam, że nie zdążymy zwiać przed pociągiem. Przeszliśmy dość spory kawałek, bo wylądowaliśmy w innej dzielnicy. S pytał jak było i czy wszystko ze mną ok. Ale co miałam mu powiedzieć? "Tak, wszystko ok. Chyba już nic do niego nie czuję. Byłam zupełnie spokojna." a później opowiedziałam mu o mojej głupiej odzywce do ex. Sebastian tylko się śmiał i pytał czy ex był o niego zazdrosny a potem znów się śmiał. Do domu wracaliśmy już jednym z ostatnich autobusów, bo było nam za daleko, żeby znów iść pieszo taki kawał. W autobusie pozwolił mi usiąść i znów wypytywał o ex. Nic mu nie powiedziałam. Mówiłam, że nienawidzę rozmawiać w autobusie? Wtedy wszyscy słuchają, to jest krępujące. Sebastian zjadł swojego hod doga i wrzucił mi papierek za bluzkę ciesząc się jak małe dziecko a potem wybiegł z autobusu na naszym przystanku a ja za nim, żeby się odwdzięczyć. Znów szliśmy do sklepu po piwo. Wrzuciłam mu papierek za kurtkę, wyciągnął go i zrobił to samo mi, w końcu się wkurzyłam i schowałam mu ten papierek do tylnej kieszeni spodni. Wyciągnął się i zaczęliśmy się ganiać aż w końcu mnie podniósł i pozwolił opleść się nogami w pasie. Lekko zaskoczona nie ogarniałam co się dzieje. Przeszedł tak ze mną kilka metrów śmiejąc się... aż w końcu zakłopotana zapytałam czy może mnie postawić. Dostałam odpowiedź, że to ja sama się trzymam a on nic nie robi. Faktycznie. Tylko mnie podtrzymywał, żebym nie zrobiła sobie krzywdy. Zapewne cała czerwona opuściłam nogi i stanęłam na ziemi. Kupiliśmy piwo, po drodze spotkaliśmy M z mojej klatki. Byłam tak zaaferowana Sebastianem, że w ostatniej chwili odpowiedziałam "cześć". Skończyliśmy pijąc piwo w samochodzie, bo nam za bardzo wiało. Gadaliśmy o głupotach. Czasami zapadała cisza. Ale nie taka niezręczna. Taka przyjemna. Po 00: 00 dostałam życzenia od Wiktora. Byłam lekko zaskoczona, ale po wymianie kilku wiadomości go spławiłam. Po 1, kiedy to oboje już powoli przysypialiśmy w końcu zebraliśmy się do domów.
W dzień moich urodzin dopiero po południu Sebastian złożył mi życzenia, ale i tak cieszyłam się, że pamiętał. Ex też pamiętał.
Później była uczelnia, nic ciekawego. W czwartek już nie wytrzymałam i chciałam wyciągnąć Sebastiana na spacer. Był głodny, więc przyjechał samochodem, żeby wjechać do McDonalda (tak, wychodziłam z domu po 00: 00). Kiedy zjadł spojrzał na wskaźnik paliwa, popatrzył na mnie, uśmiechnął się i usłyszałam "Mam cały bak, to gdzie jedziemy?". Lekko niechętnie przystałam na propozycję pojeżdżenia po mieście, w końcu było dość późno. Pojechaliśmy do centrum, Sebastian zaparkował i poszliśmy na spacer. Bryło strasznie mało ludzi, ale nam to odpowiadało. Mogliśmy popatrzeć na przystrojone miasto na festiwal, który miał się zacząć w piątek. Muszę przyznać, że było dość romantycznie. Wylądowaliśmy w parku, na ławce bo już bolały nas nogi. W pewnym momencie Sebastian popatrzył na zegarek mówiąc do mnie "muszę sprawdzić, czy to nie jest sen". Zaśmiałam się. Po jakimś czasie wziął moją dłoń i bawił się moim pierścionkiem. Wróciliśmy do auta. Bardzo dobrze wie, że boję się szybko jeździć... ulice były puste, więc szalał. To za mało powiedziane. Robił wszystko, żeby mnie nastraszyć. Nie podziałał mój pisk, przekleństwa ani oczy pełne łez. W końcu podjechał pod mój blok z piskiem opon a ja wysiadłam i trzasnęłam drzwiami i nie odwracając się za siebie poszłam do domu. Przeprosił. Umówiliśmy się następnego dnia na 10, bo miałam mu znowu pomóc wybrać ciuchy. Podjechał autem, ale już spokojnie. I spokojnie jechał, wiedział, że byłam zła. Jakoś uporaliśmy się z ciuchami. Kupił 3 pary spodni, koszulkę i sweter. Byłam z niego dumna! Podwiózł mnie do domu i pojechał szybko do pracy.
W sobotę szliśmy razem na festiwal. Oczywiście prawie spóźniliśmy się na tramwaj, więc biedna musiałam biec w butach na obcasie. Tramwaj zmieniał trasę, musieliśmy się przesiadać... i ponad pół godziny się spóźniliśmy. Przemek miał do nas pretensje... no ale jestem tylko kobietą, skąd miałam wiedzieć, że tramwaj będzie jechał objazdem? Na festiwalu było mnóstwo ludzi. Chłopaki co chwila się wygłupiali, chcieli kupić mi opaską ze świecącą kokardką myszki Minnie. Zobaczyliśmy wszystkie pokazy i piliśmy piwo. Było tyle ludzi, że policja nawet nie miała jak nas zauważyć. W sumie było trochę dziwnie. Przy Przemku Sebastian ma do mnie dystans. Nawet nie pozwalał mi przytrzymywać się go kiedy szłam w butach na obcasie po nierównym chodniku. Weszliśmy jeszcze do pubu na piwo, ale jakoś rozmowa kompletnie się nie kleiła i zamulaliśmy. Wracaliśmy nocnym autobusem do domu. Sebastian wysiadł przystanek wcześniej, nie odprowadził mnie. Następnego dnia umówiłam się z Lidią. Poszłyśmy na chwilę do galerii handlowej. Ja kupiłam w końcu kodeks pracy. Poszłyśmy na festiwal. Znów zobaczyłam wszystko co było do zobaczenia, pogadałyśmy trochę i podczas jednego z pokazów naskrobałam szybko smsa do Sebastiana czy w końcu się widzimy czy nie (mówił, że mam z nim też pojechać w niedzielę na festiwal). "A mam być?" dostałam odpowiedź. Po kilku wiadomościach powiedział, że mam chwilę zaczekać, a on przyjedzie motorem. Lidia pojechała do domu a ja wśród tłumu ludzi czekałam taka biedna i samotna przez pół godziny. W końcu dojechał, podał mi kask i prowadził motor obok nas. Ustawiliśmy się przed barierkami. Znów zobaczyliśmy pokaz i podreptaliśmy robić zdjęcia. W końcu przeszliśmy do miejsca, gdzie odbywały się główne pokazy. Zaczęłam marudzić, żeby się streszczał z robieniem zdjęć, bo ja muszę wracać do domu ostatnim tramwajem. Popatrzył na mnie i stwierdził, że mogę wracać z nim motorem. Odmówiłam. Boję się. Powiedział, że go wkurzam. Niektórzy faceci przechodząc obok nas mówili "jaka piękna". Sebastian tylko pytał "ale motor czy dziewczyna?". Chodziło o motor, ale nie mieli wyboru i musieli mówić, że ja też. Za którymś razem w końcu powiedział "zobacz jaka Ty dzisiaj jesteś śliczna". Roześmiałam się tylko, zrobiliśmy kilka zdjęć, odprowadził mnie na przystanek i powiedział, że on jeszcze tam trochę połazi. Wsiadłam do tramwaju, założyłam słuchawki na uszy i zagłębiłam się w moich myślach... i dostałam olśnienia. Kiedyś już miałam taką sytuację. W moim śnie! Do pewnego momentu przeżywałam wszystko to, co działo się w moim śnie. Pamiętałam tamtą uliczkę, tłum ludzi, jego i mnie i kolorowe obrazy w tle co jakiś czas zmieniające się. W śnie wszystko działo się tak samo aż do momentu kiedy Sebastian powiedział, że go wkurzam. W śnie się pokłóciliśmy, ja się popłakałam. Nie zdążyłam na tramwaj do domu i musiała wracać nocnym cała zaryczana. Na całe szczęście rzeczywistość okazała się o wiele fajniejsza.
Wysiadłam z tramwaju i przeszłam przystanek, byłam już blisko mojego bloku kiedy usłyszałam ten znajomy ryk silnika. To Sebastian. Przecież miał tam jeszcze zostać. Wymienił ze mną kilka słów i pojechał do domu. A ja zostałam z pytającym wyrazem twarzy "Czego on chciał? Chciał sprawdzić czy bezpiecznie wróciłam do domu?".
Później znów uczelnia i głowienie się co właściwie powinnam założyć na imprezę. Zdecydowałam się na sukienkę. Nie mogłam wybrać rajstop, ale to załatwiłam pisząc smsa do Sebastiana. Wymieniłam wszystkie rodzaje rajstop nad którymi się zastanawiam.. po kilku chwilach dostałam wiadomość z odpowiedzią. Tak myślałam, że je wybierze.
W czwartek szliśmy na moją wydziałową imprezę. Wcześniej jednak odwiedził mnie Wiktor. Uśpiliśmy Pana Jana po 13 i mieliśmy chwilę czasu dla siebie. Wkurzyłam się. Przyjechał tylko i wyłącznie dlatego, że stęsknił się za moją fizycznością. Nie pozwoliłam mu na dużo. Nawet się nie całowaliśmy. Najbardziej wkurzył mnie fakt, że kiedy Jan się obudził, to Wiktor zaczął się zbierać do domu i nawet przy dziecku nie mógł się powstrzymać przed złapaniem mnie za tyłek. To w sumie Sebastian chciał iść na tę imprezę, a nie ja. Tylko ze względu na niego poszłam. Chciał wyrywać laski. Chyba był trochę wkurzony, że okazało się, że nie było praktycznie moich znajomych i musiał spędzać czas ze mną. Chociaż sama nie wiem. Poświęcał mi prawie całą swoją uwagę, mimo że marudził, że chce wyrwać jakąś laskę. Tańczył ze mną przez cały czas, a kiedy był zmęczony i siadał a ja zostawałam na parkiecie, to uważnie mnie obserwował. Kiedy siadałam obok niego, kładł swoją głowę na moim ramieniu. Wodził palcem po moich rajstopach. Kiedy oddawałam mu mój pierścionek (bo prawie sobie podarłam nim rajstopy), żeby mi go schował, to śmiał się, że to ten zaręczynowy. W końcu razem wyszliśmy. Siedzieliśmy na schodkach pod parasolką. Wyciągnął mój pierścionek. Chciałam, żeby położył mi go na otwartej dłoni, ale zaprzeczył. Złapał moją dłoń i próbował wsunąć pierścionek na serdeczny palec... a ja nie ogarniając sytuacji zaczęłam na niego krzyczeć, że chcę na środkowy, bo z tego mi spadnie. A mówił przecież, że to pierścionek zaręczynowy. Szliśmy na przystanek pod jedną parasolką. Ja oczywiście kurczowo się trzymałam Sebastianowego ramienia, żeby nie wywalić się w tych szpilkach na nierównym chodniku. W autobusie zasypiałam. Wstałam przecież o 6 i następnego dnia też miałam wstać o 6. Było chwilę przed 4. Pozwolił mi przysypiać na swoim ramieniu co chwila mnie o coś pytając i kontrolując sytuację, żebym na serio nie usnęła. Tym razem nie wysiadł wcześniej. Odprowadził mnie pod sam dom, poczekał chwilę, żebym była równo o 4 (moja mama o tej godzinie wstaje). Przytulił mocno na pożegnanie i poszedł.
Następnego dnia rano obudził mnie mój 2,5 letni najkochańszy facet na świecie. Niestety kilkadziesiąt minut później okazało się, że przez imprezę się rozchorowałam, a przecież do 15 musiałam się opiekować tym urwisem. Umierałam. Następnego dnia Sebastian sam z siebie dopytywał czy już się lepiej czuję, bo za tydzień w sobotę muszę iść z nim na koncert.
Jakoś wyzdrowiałam i we wtorek wieczorem widziałam się z Sebastianem. Siedzieliśmy w aucie i słuchaliśmy piosenek. Wróciłam do domu jakoś po 2.
Następnego dnia dowiedziałam się o czymś okropnym. "Będziesz miał wieczorem dla mnie trochę siły i czasu? Bardzo potrzebuję się przytulić." wysłałam smsa do Sebastiana. Znalazł czas. Po 23 czekał już na mnie w aucie z przygotowanym kocem. Na początku gadaliśmy o głupotach a potem zapytał co się stało. Opowiedziałam mu, rozpłakałam się. Pozwolił mi położyć głowę na swoich kolanach, objął mnie i lekko głaskał po ramieniu. Trochę się uspokoiłam. Wróciłam do normalnej pozycji, gadaliśmy o głupotach. W pewnym momencie powiedział "chcesz się jeszcze przytulić? To chodź." No jasne, że chciałam. Dobrą godzinę siedzieliśmy tak przytuleni. Opowiedział mi też o rzeczach ważnych, o których nie wie nikt oprócz jego samego i jego rodziców. Byłam mu wdzięczna, że ufa mi na tyle, żeby mi o tym powiedzieć. Znów wróciłam do domu po 2. A potem siedziałam i się zastanawiałam co się stało z jego nastawieniem do przytulania, o którym mi mówił w weekend. Jakie to nastawienie? Otóż on podobno przytula tylko ludzi, których lubi i dawno nie widział oraz osobę, z którą jest w związku. Widuje mnie często. Podobno w związku nie jesteśmy. Co się stało? Łamie swoje zasady?
Tak znów bardzo długa notka. Trochę się tego nagromadziło, a przecież próbowałam to skrócić.

Obiecałam coś polskiego!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dziś skończyłam 21 lat. Tu nie ma co się cieszyć, tu trzeba rozpaczać.
Nie uwierzycie kto jako pierwszy złożył mi życzenia. Wiktor, kilka minut po północy, kiedy to siedziałam w aucie obok Sebastiana. Teraz za to siedzę z termometrem i gorącą czekoladą. O spotkaniach z ex i S napiszę innym razem. Czuję się taka stara.
A tak było na mojej urodzinowej wycieczce:
 

 
Znów mnie dawno nie było, ale wszystko jest w jak najlepszym porządku. Sebastian już nie jest zły. Już w najbliższą niedzielę po ostatnim wpisie znalazł czas, żeby się ze mną zobaczyć. Rozmawialiśmy o wszystkim i znów wróciłam do domu chwilę po 12. Następnego dnia musiałam wcześniej wstać, bo pomagałam przy evencie organizowanym na moim wydziale. Cała impreza była poświęcona licealistom... i powiem szczerze, że mimo iż jestem od nich starsza zaledwie o 3 lata, to czułam ogromną przepaść. Nie mogłam znieść faktu, kiedy to Ci słodcy chłopcy mnie podrywali. Tak, chłopcy, bo inaczej tego nazwać nie mogę. Następnego dnia po powrocie z wydziału prawie cały czas przegadałam z Sebastianem na czacie na fb... nawet będąc z dziewczynami w strefie kibica i oglądając mecz nie odkładałam telefonu na dłużej niż 10 min.
Kolejnego dnia umówiłam się z Sebastianem i Przemkiem na spacer i piwo z okazji zakończenia ich sesji poprawkowej. Było miło i zabawnie... do czasu. Usiedliśmy na niewielkiej górce z dala od świateł parku i te dwie wredoty zaczęły się ze mnie naśmiewać. Nie pomógł mój sprzeciw... ani prośby, że to już przestało być śmieszne i zaraz się rozpłaczę. Dopięli swego i po chwili już ryczałam. Oni dalej swoje. Ja tam w tym nic zabawnego nie widziałam, więc się wkurzyłam, wstałam i poszłam. Tak, może to się wydawać bardzo głupim i dziecinnym zachowaniem, ale moim zdaniem to było najlepsze, co mogłam wtedy zrobić. Nie pozwolę, żeby ktoś tak po mnie cisnął. Po 10 minutach zadzwonił do mnie Przemek, ale nie odebrałam. Szłam wolno do domu co chwila ścierając łzy z policzków. Dotarłam cała zapłakana do klatki i już miałam wyciągać klucze, kiedy Ci dwaj stanęli lekko zdyszani przede mną. Zaskoczona tylko na nich spojrzałam, podeszłam do Przemka, pozwoliłam, żeby mnie objął i rozryczałam się jeszcze bardziej. Słyszałam tylko jak ta dwójka co chwila mówi do siebie "widzisz co zrobiłeś? To twoja wina!". Po jakiś 10 minutach uspokoiłam się i lekko odsunęłam, a potem przytuliłam się do Sebastiana. Oczywiście przeprosili i Sebastian zaprowadził nas na mój ulubiony plac zabaw. Chwilę rozmawialiśmy i rozeszliśmy się do domów.
W czwartek Sebastian wyciągnął mnie na zakupy mimo, że tak bardzo się zapierał, że nienawidzi tego i mnie nie weźmie. Czyżby z poczucia winy za poprzedni dzień? Kupił spodnie i dwie koszule. Był zadowolony z zakupu... a ja mogłam sobie bez przeszkód popatrzeć na jego zgrabny tyłek. No co?! Rozstaliśmy się chwilę po 19, bo później chłopaki szli oglądać mecz w centrum miasta.
W niedzielę był finał. Ja nie jestem fanką tego sportu, a że byłam bardzo zmęczona, to położyłam się do łóżka. Obudził mnie krzyk mojego taty "Jeeeeest" a potem wiele innych głosów, które dochodziły zza okna. Po chwili dostałam wiadomość od Sebastiana czy wyjdę. To nie było do niego podobne, zwłaszcza o 23. Napisałam "Teraz? Pada?". Odpowiedział mi, że za 15 min i nie pada. Zerwałam się z łóżka i w 10 min się ubrałam i ogarnęłam. Po chwili już się z nim widziałam. Odbiło mi troszeczkę, co? Był smutny. Nie zaliczył znów sesji. Stwierdził, że rezygnuje z tych studiów, teraz pójdzie do pracy, a później na jakiś kurs... a w przyszłym roku od października na jakiś łatwiejszy kierunek. Słuchałam tego i rozumiałam. Pamiętałam jaki był przerażony i zły. Umówiliśmy się, że pojedzie ze mną rano do firmy w której miałam praktyki i poszukamy mu pracy. Praca się znalazła, ja wypełniłam dzienniczek praktyk... ale oczywiście na konsultacje na uczelni już nie zdążyłam. Ja i moje szczęście.
w środę i czwartek pomagałam przy organizacji festiwalu. Bardzo dobrze się przy tym bawiłam i poznałam kilku niesamowitych ludzi. Byłam bardzo zmęczona, ale w czwartek jeszcze umówiliśmy się, że pójdziemy na afterparty. Spokojnie szykowałam się, kiedy to usłyszałam dźwięk otwieranego piwa w butelce. "Aha! Dostałam smsa!". Poszłam do łazienki poprawić włosy. W miedzy czasie jeszcze rozmawiałam z Sebastianem przez fb. Znów ten dźwięk. Pobiegłam do telefonu i zamarłam, kiedy zobaczyłam od kogo są te wiadomości. Spojrzałam jeszcze raz i osunęłam się na krzesło. " " a później "Porozmawiaj ze mną". Niby nic... ale jak dostaje się takie wiadomości od byłego faceta, to jednak coś jest nie tak. Odpisałam "Co jest? Źle się czujesz? Piłeś? Coś się stało?". Tylko na tyle było mnie stać. Całą drogę do centrum miasta z nim przegadałam. Przeprosił mnie za wszystko i za to, że się tyle czasu do mnie nie odzywał. Zerwał z laską, którą poznał na jego studniówce (a był tam ze mną!), chce się bardzo spotkać i jest bardzo ciekawy czy kogoś mam (i to mega ciekawy, bardzo o to wypytywał).
W piątek przyjechała ciocia z Wro. Wieczorem wyszłam na piwo z Sebastianem. Rozmawialiśmy o ślubach, weselach, zdjęciach i ogólnie o wszystkim. Odprowadził mnie do domu.
W sobotę zajmowałam się Jasiem, odwiedziłam prababcię, a później znów widziałam się z Sebastianem. Oddawał mi naładowaną baterię do mojej lustrzanki, bo ja jestem geniuszem i zgubiłam gdzieś ładowarkę... Umówiliśmy się na następny dzień na zdjęcia.
W niedzielę od rana znów opiekowałam się moim chłopakiem, Panem Janem, który niedługo skończy 3 latka. Koło 15 przyjechał po mnie Sebastian i pojechaliśmy do lasu, nad mały zbiornik wodny znajdujący się koło naszego miasta. Zrobiliśmy mnóstwo zdjęć śmiejąc się przy tym i wygłupiając. Można ten wypad nazwać randką? Chyba nie. Żadnego przytulania, zupełnie jak dobrzy przyjaciele. Oczywiście ten dzień też był owocny w wiadomości wymieniane z moim ex.
W poniedziałek wieczorem znów widziałam się z Sebastianem, by odzyskać moją kartę pamięci. Mój były przypomniał sobie o moich urodzinach, które będą już wkrótce. To dziwne, bo nigdy o nich nie pamiętał. Z tej okazji chce się ze mną spotkać w sobotę. Mam się bać? O całej sytuacji wie Sebastian. Czemu miałabym przed nim to ukrywać?
Wczoraj nastąpiła ta nieprzyjemna chwila i wybrałam się do ginekologa. Taka stara a jeszcze nie była! Ja i mój strach, to jest odpowiedź. Nie było źle. Babeczka była bardzo pozytywna i z gabinetu wyszłam lekko przerażona, ale z uśmiechem na twarzy. Za 2-3 tygodnie odbieram wyniki badań i wtedy dostanę w końcu tabletki. Nie mam faceta, ale tabletki nie są tylko po to, żeby nie zajść w niechcianą ciążę... ale np po to, żeby unormować okres... bo w moim przypadku to jest jakaś porażka z tym.
Dzisiaj byłam w centrum handlowym z koleżanką i kupiłam śliczną sukienkę. Mam zamiar założyć ją w sobotę. "Niech żałuje, niech widzi, co stracił, idiota!" Wcale nie jestem wredna, prawda?
Oczywiście całe popołudnie przegadane z Sebastianem. O wiadomości od ex-chłopaka o której jutro kończę zajęcia. Czyżby chciał mnie odebrać z uczelni? Wątpię. Ale boję się, wszyscy zaznajomieni z sytuacją sądzą... że on chce do mnie wrócić. To złe. To mi miesza w głowie.
Tak, jutro pierwszy dzień zajęć. A my już dostaliśmy maila, a w nim informacja, żeby przeczytać załączony plik. Idę na 10:35 i kończę o 18:20. Będzie ciekawie.
Znów się rozpisałam. Mam kompletny burdel w głowie. Sebastian? Czy to wyjdzie? On chyba widzi tu tylko przyjaźń. I co z tym byłym? Co on do cholery ode mnie teraz chce?
Piosenki, które ostatnio męczę. Tak, znów Korea. Wybaczcie. W następnej dam coś ang lub polskiego.
 

 
W końcu znalazłam chwilkę czasu i odrobinkę motywacji, żeby cokolwiek napisać. Dzisiaj mam tylko ochotę ryczeć, czuję się fatalnie i najchętniej usiadłabym przed toaletą i oddała wszystko, co dzisiaj zjadłam. A za dużo tego nie było.
We wtorek w zeszłym tygodniu wrócił Przemek. Cały miesiąc siedział w Warszawie na praktykach. Jak tylko dowiedzieliśmy się o tym z Sebastianem, to stwierdziliśmy, że trzeba się spotkać. W środę zgodnie ustaliliśmy, że widzimy się o 19 pod moją klatką, a spotkanie to w naszych kalendarzach zapisujemy jako zebranie zarządu. Oczywiście to ja czekałam na nich… a mówią, że to kobiety zawsze się spóźniają. Pierwszy przybył Sebastian, więc udaliśmy się do sklepu po piwo, a kiedy skończyliśmy robić zakupy dołączył do nas Przemek. Miałam zamiar na niego skoczyć i się cieszyć jak głupia, ale stwierdziłam, że nie będę z siebie robić w sklepie idiotki. Udaliśmy się na przystanek, poczekaliśmy chwilę na autobus. Mieliśmy się przesiąść na tramwaj, ale przy moim szczęściu akurat ten numer nie jeździł i czekaliśmy 2 godziny na przystanku. Lekko zrezygnowani dogryzali sobie i przy okazji mi, a ja tylko słuchałam i starałam się nie zezłościć. W końcu podjechaliśmy przystanek i udało nam się trafić na tramwaj do zajezdni, który akurat jechał w stronę naszego celu. Dawno nie byłam w tamtych okolicach, a musiałam zaciągnąć tam chłopaków, bo dostałam polecenie, żeby odebrać pocztę. Przyczajona za Przemkiem weszłam do korytarza i usłyszałam warczenie. Oczywiście zaczęłam się bać, więc podałam mu klucze, rzuciłam żeby otworzył drzwi po prawo i schowałam się za Sebastiana. Kiedy byłam już bezpieczna w mieszkaniu i przeglądałam pocztę, chłopcy zaczęli rozglądać się pomieszkaniu. Pełno syfu, brak wody z powodu popękanych rur, które trzeba wymienić. Nikt tam nie mieszkał przez kilka lat, co się dziwić. Z uznaniem stwierdzili, że jest ładnie, tylko trzeba posprzątać. Spojrzałam na nich z przerażeniem i wizją, że kiedyś faktycznie będę musiała tu posprzątać. Rozsiedli się w dużym pokoju i otworzyli po piwie. Ja nie piłam, picie przy okresie by mnie zabiło… a oni tylko się ze mnie naśpiewali. Sebastian co chwila powtarzał, że jestem słodka. To było miłe. Oczywiście zaczęli palić, co jakoś za bardzo mi nie podeszło, bo nienawidzę smrodu papierosów. Rozmawiali o związkach. Dowiedziałam się, że Sebastian żadnego nie chce, a powiedział to patrząc mi prosto w oczy. Spuściłam wzrok. Pochylił się i wypuścił dym prosto w moją twarz. Zaczęłam kasłać i wyszłam. Po kilku minutach ze łzami w oczach wróciłam troszeczkę zdenerwowana. Idealnie wiedział, że nienawidzę fajek. Popatrzył na mnie tym wzrokiem i przeprosił. Przemek wyszedł na chwilę i zostawił nas samych. Sebastian pochylił się i zaczął mi odwiązywać sznurówki, pochyliłam się, złapałam go za dłonie, spadłam z kanapy na podłogę, on zsunął się z fotela. Centymetry dzieliły nasze twarze, a on wpatrywał się w moje oczy. Zamrugałam kilka razy, uśmiechnął się ironicznie i odsunął się ode mnie. Wrócił Przemek a ja troszkę nieogarnięta ponownie usiadłam na kanapie. Rozmawialiśmy jeszcze trochę, aż w końcu skończył się alkohol i stwierdziliśmy, że jedziemy do centrum. Sebastian spotkał swoich znajomych i przez jakiś czas rozmawiał z nimi o poprawkach, a potem się pożegnał i poszliśmy w swoją stronę. Zaciągnęli mnie do lokalu z shishą i byłam tym faktem bardzo niepocieszona. Zamówiłam tylko colę, a Sebastian wcisnął się między mnie a Przemka. Oni wzięli jeszcze po piwie i zamówili shishę. Zaczęli rozmawiać o tym, że chcieliby mieć taką przyjaciółkę tylko od seksu. Miałam łzy w oczach, bo wiem jak to się kończy. Przemek tylko na mnie spojrzał z rozbawieniem. „Tak, tak, wiem, nie patrz tak” powiedziałam do niego, a nieświadomy sytuacji Sebastian zaczął się wypytywać o co chodzi. Tylko się do niego wrednie uśmiechnęłam. W odwecie pochylił się nad moimi kolanami i powoli wydmuchiwał dym zatrzymując się tuż przy mojej twarzy, a ja oczywiście zaczęłam się dusić. Może i jestem dziwna, ale już sam zapach mi przeszkadza a co dopiero wdychanie dymu. Za każdym razem kaszlę tak, że chcę wypluć płuca i płaczę. On nie mógł tego zrozumieć, ale w końcu się poddał znów przepraszając. Zaczął boleć go brzuch. Lekko wstawiony rozmawiając z Przemkiem kładł głowę na moim ramieniu, zupełnie nie miał nic przeciwko, żebym pomasowała mu brzuszek jak małemu dziecku. W końcu kelnerka nas poinformowała, że zamykają lokal, więc się zebraliśmy do wyjścia. Oczywiście uciekł nam autobus i musieliśmy czekać godzinę na kolejny nocny. Siedzieliśmy więc w trójkę na murku i robiliśmy wszystko, żeby nie zamarznąć. A to Sebastian kładł głowę na moim ramieniu, a to ja na jego. Kiedy autobus przyjechał Sebastian rozsiadł się na tym dużym miejscu dla niepełnosprawnych, więc usiadłam obok niego. Widać było, że nie jest z nim najlepiej. Przemek wysiadł kilka przystanków wcześniej. Sebastian pozwolił mi położyć moje zmarznięte dłoniach na jego udach i się ogrzać. Wysiadł przystanek wcześniej upewniając się, że nie mam nic przeciwko i że przeprasza, ale źle się czuje. Uśmiechnęłam się tylko i wygoniłam go do domu. Szłam sobie spokojnie myśląc, że dziewczyna która wysiadała wraz ze mną z autobusu idzie za mną. Kroki przyśpieszały. Na szczęście byłam już koło swojego bloku. Kroki przyśpieszyły, wyszperałam w torebce klucze, skręciłam do swojej klatki i patrzę a za mną facet koło 50, dopadłam do drzwi i próbowałam włożyć kluczyk. „Wybrałaby się pani ze mną kiedyś na piwo?” zapytał facet. Lekko przestraszona przekręciłam kluczyk. „To miłe, ale nie, dziękuję”. Otworzyłam drzwi i już chciałam wejść do środka i je zamknąć, ale facet pociągnął za klamkę. „Czemu? Jest pani pewna?” usłyszałam. „Tak, jestem pewna, dobranoc.” Popatrzył na mnie, siłowałam się z nim jeszcze trochę aż w końcu udało mi się te przeklęte drzwi zamknąć tak, żeby za mną nie wszedł. Lekko przestraszona wpadłam do mieszkania. Niby nic takiego, ale jednak mnie nastraszył. Nie oczekiwałam spotkać kogokolwiek o 4 nad ranem. Napisałam szybko smsa do Sebastiana. Przestraszył się i pytał czy wszystko ze mną ok i czy jestem cała. Był już w domu i pił ziółka, polepszyło mu się, więc poszłam spać.
Następnego dnia oczywiście jak tylko wstaliśmy zaczęliśmy rozmowę na fb…. I skończyliśmy znów o 4 nad ranem.
W piątek stwierdziłam, że muszę w końcu wykołować prezent na urodziny przyjaciółki. Zupełnie nie wiedziałam co jej kupić, więc wybrałam się do sklepu papierniczego i wybrałam blok techniczny, ozdobny papier do pakowania i małe, kolorowe karteczki. Dowiedziałam się, że rodzice znów wyjeżdżają do Wrocławia, więc pełna radości opowiedziałam o tej wiadomości Sebastianowi i ubłagałam go, żeby przyszedł do mnie i się uczył. Musiałam mu tylko obiecać, że nie będę mu przeszkadzać. Chwile po 20 zjawił się u mnie, wypakował laptopa i zaczął pisać sprawozdanie. Ja zabrałam się za robienie serduszek- zakładek do książek i pudełeczka orgiami. Sebastian co jakiś czas podziwiał moją pracę a ja sprawdzałam jak mu idzie pisanie. Kiedy skończyłam stanęłam za nim i czytałam jego pracę przy okazji bawiąc się jego włosami i robiąc mu lekki masaż karku. Chyba był zadowolony. Skończył i włączyliśmy jeszcze na pół godziny kabaret, on siedział na fotelu a ja na podłodze przytulając się do jego nogi, opierając głowę na jego udzie. W końcu zebrał się, choć tak bardzo chciałam, żeby został. Przeszliśmy się kawałek, przytulenie i do domu.
W sobotę od 12 widziałam się z dziewczynami na urodzinowym pikniku przyjaciółki. Jadłyśmy, wygłupiałyśmy się, gadałyśmy. Mój prezent bardzo przypadł do gustu, zwłaszcza, że na kilkunastu zakładkach widniały twarze jej ulubionych piłkarzy. Nie obyło się także bez pisania na fb z Sebastianem. Z dziewczynami rozstałam się chwilę po 17 i w drodze do domu kupiłam jeszcze colę i popcorn. On nie miał za dobrego humoru, ale w końcu po moich prośbach przyszedł znów do mnie się uczyć. Tym razem matma. Zupełnie mu nie szło i się wkurzał, więc w końcu usiadłam obok niego i stwierdziłam, że człowiek najlepiej zapamiętuje, kiedy komuś tłumaczy. Nic nie zrozumiałam, co prawda, ale rozwiązał zadanie. Kolejnych nie umiał. Wkurzał się jeszcze bardziej, próbowałam pobawić się jego włosami, ale na mnie warknął i się odsunął. Zmartwiona patrzyłam jak chowa laptopa do torby. „Rzucę te studia! Zupełnie mnie to nie kręci.” Słyszałam. W końcu wyrwałam mu lekko torbę i odłożyłam na fotel, złapałam za rękę i poprowadziłam do salonu. Prosiłam, żeby usiadł, to zrobię mu masaż, który obiecałam. Wyrwał się, założył buty. Patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami. „Muszę się przejść” powtarzał. W końcu na mnie spojrzał „idziesz ze mną czy zostajesz?” usłyszałam słowa pełne wyrzutu. Ubrałam się szybko, wzięłam psa i poszłam z nim. Nic nie mówił, ja też nie, nie chciałam go denerwować. Po chwili wyjął telefon i zadzwonił do kumpla. Rozmawiał z nim przez całą drogę a ja tylko wpatrywałam się w chodnik ze łzami w oczach. Skończył, dał mi buziaka w policzek ale go powstrzymałam i się przytuliłam. Lekko odwzajemnił, a ja puściłam. Wiedziałam, że nie był z tej bliskości zbytnio zadowolony. Popatrzył na moją smutną minę. „Idę. Nie chcę Ci zawracać głowy moimi problemami. I tak za dużo Cię obciążyłem. Nie martw się.” Usłyszałam. Ta, jasne, łatwo powiedzieć. „Właśnie się martwię…” odpowiedziałam. Popatrzył na mnie smutno i poszedł. A ja zaczęłam się martwić jeszcze bardziej.
W niedzielę wieczorem wysłałam mu rysunek, który przedstawiał jego (przezwisko) trzymającego kartki z notatkami i mnie (moje przezwisko, którego tylko on używa) mówiącą „wszystko z tobą dobrze?”. Odczytał, nie odpisał. Tej nocy miałam głupi sen. Topiłam się, miałam świadomość, że on gdzieś jest obok mnie, że też jest w niebezpieczeństwie, ale nigdzie nie mogłam go znaleźć. Obudziłam się zapłakana. Od rana nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Nawet na wydziale, kiedy to jeździłam siedząc w wózku sklepowym nie rozstawałam się z telefonem mając nadzieję, że on się odezwie. Rozumiałam, że się uczy i nie ma czasu. Wieczorem nie wytrzymałam. Poszłam w jego stronę i wysłałam smsa, żeby zrobił sobie przerwę i zszedł na 5 min na dół. Nie odpisał. Znów wysłałam. Zapytał czy coś się stało. Powiedziałam mu o śnie i że się martwię i musze go chociaż przez chwilę zobaczyć, żebym się uspokoiła. Stwierdził, że wygaduję głupoty i on nie ma na coś takiego czasu. Wracałam do domu z płaczem. Tej nocy nie mogłam spać z przeświadczeniem, że odwaliłam i jest na mnie zły.
Wtorek? „Proszę, odezwij się, napisz do mnie” wciąż powtarzałam sobie w myślach.
Środa? „Wszystko dobrze, prawda? Dajesz radę? Uczysz się i nie masz czasu. Nie będę Ci przeszkadzać, ale proszę, odezwij się. Daj znak, że żyjesz.” Coraz więcej i więcej myśli a od niego jakiegokolwiek odzewu.
Ja rozumiem, że jeśli on ma problem to unika ludzi, kontaktu, ale to mnie boli, że nawet nie wiem jak mu mogę pomóc. Zbytnio się przejmuję? Prawdopodobnie tak, ale trudno mi na to patrzeć. Jego zachowanie też utwierdza mnie w przekonaniu, że może faktycznie nie jestem dla niego tak ważna. Zwłaszcza dały mi do myślenia jego teksty podczas zeszłotygodniowego picia.
NIE WIEM.
Przepraszam, znów długo, musiałam się wygadać.
  • awatar Niña Bonita: No właśnie, koleżanka przede mną dała troszkę do myślenia...po co on to ciągnie skoro "nie chce". No chore. Po co robi Ci tą cholerną nadzieje...Tak bardzo nie rozumiem...
  • awatar don't thinkt I could forgive you.: ''Dowiedziałam się, że Sebastian żadnego nie chce, a powiedział to patrząc mi prosto w oczy.'' miałam podobnie kiedy Kuba rozmawiał z jego kolegą przy mnie i jego kolega odpowiedział ''nie kochasz to po co to ciągniesz'', czuję że byśmy się dogadały :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Już drugi raz skasowała mi się cała notka! Mam dość... a tak bardzo chciałam się z Wami podzielić dzisiejszym dniem!
Widziałam się z Sebastianem. Byłam u niego. Dałam mu jego ulubione piwo za przygarnięcie mnie. Słuchałam jak gra. Patrzyłam jak robił obiad. Ganialiśmy się po całym mieszkaniu i obsypywaliśmy się mąką. Poznałam jego tatę. Całkiem miły człowiek. Słuchałam kawałków jego starego zespołu. Były całkiem dobre. Sebastian chyba nie miał co ze sobą zrobić, więc siedząc obok mnie wysyłał mi wiadomości na fb. Jego tata musiał być trochę zaskoczony słysząc tylko moje wypowiedzi, których sens był wzięty z kosmosu. Później oglądaliśmy horror na dwóch końcach łóżka i stykając się tylko głowami. Byłam trochę przestraszona, więc kurczowo trzymałam się ręki Sebastiana. Odprowadził mnie do domu, a potem ja zabrałam psa. Pytał czy chcę jeszcze iść na spacer, ale powiedziałam, żeby lepiej wracał do domu i się uczył, bo potem będzie na mnie, że nie zaliczył. Na pożegnanie buziak w policzek i przytulenie. Pewnie przez przypadek jego ręka znalazła się pod moją kurtką... i mogłam poczuć jak mnie delikatnie mizia po plecach. Po kilku sekundach odsunęłam się i powiedziałam "Wiem, że nie lubisz długich pożegnań". Każde poszło w swoją stronę jeszcze krzycząc coś do siebie z dwóch stron ulicy. Później wysłałam mu smsa czy się uczy, a kiedy dostałam odpowiedź twierdzącą, napisałam mu, że jestem z niego dumna i już nie będę mu przeszkadzać. Po kilku chwilach dostałam na fb wiadomości od niego. Wysłał mi kolesia, który mówi o miłości. Sebastian stwierdził, że to jego mistrz. Tym razem to ja mu odpowiadałam inaczej. Pisałam moje wypowiedzi na karteczkach i robiłam zdjęcia. Poszedł się uczyć.
Dalej nie wiem, dalej nie ogarniam.
Dziwnie mi, bo wspomniał dzisiaj coś o jakiejś lasce, którą ostatnio poznał.. no i pokazał mi zdjęcia, na których jakaś laska go przytula i całuje we włosy. Co prawda są to zdjęcia z marca...
NO JA NIE WIEM. Nie ogarniam.
Kawałek, który ostatnio to on męczy...
 

 
Opanuj się, opanuj się dziewczyno. Nawet nie wiesz, czy dobrze to odebrałaś.
Wyjechałam do Wrocławia. Przez połowę dzisiejszego dnia Sebastian się ze mnie nabijał i wysyłał mi cytaty z Dnia Świra, Ferdydurke, twórczości Mickiewicza i Cierpień młodego Wertera. Wszystko odczytywałam na telefonie, więc nie byłam w stanie sprawdzić jednego cytatu, który coś wydawał mi się lekko zmieniony. Dopiero przed chwilą dopadłam do laptopa i zapytałam o to wujka Google.
Uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
Oryginał brzmi: "Czymże jest, Wilhelmie, sercom naszym świat bez miłości? Tym zapewne, czym byłaby bez światła latarnia magiczna. Ledwo wstawisz w nią lampkę, natomiast jawią się na białej ścianie barwne obrazy! A choćby były one tylko przelotnymi złudami, to jednak są nam szczęściem, stoimy jak młodziki i z zachwytem patrzymy na to cudowne zjawisko."
Sebastian zmienił tylko jeden, jedyny wyraz. Zamiast Wilhelma wstawił moje przezwisko. Przezwisko, którego tylko on używa i jest tak bardzo słodkie, że kiedy je wypowiada mam ochotę się rozpłynąć.
Czy dobrze to zrozumiałam? Pewnie za dużo sobie wyobrażam i wcale nie powinnam się uśmiechać.
POMOCY?
  • awatar Aria.Mc: @Niña Bonita: Bo to chyba taki mój urok, że podobają mi się faceci, których naprawdę trudno zrozumieć... no a potem mam za swoje. To chyba ze mną jest coś nie tak :P
  • awatar Niña Bonita: Czemu nie powinnaś się uśmiechać? Myślę, że wiele z nas odebrałoby to podobnie jak Ty. Nie rozumiem go, podobnie jak Wiktora. Ale tamten to miał problem sam ze sobą...A ta sprawa wygląda inaczej. Gorzej jeśli on naprawdę nie ma nic na myśli i odbieramy go nie tak jak trzeba... CHOLERA.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie wiem od czego zacząć. Mam ochotę zmienić tożsamość i spierdzielić do Meksyku. Tak, to byłaby najlepsza opcja.
Sama nie wiem co robię, gubię się, jestem kompletnie zakręcona.
Wiktor wciąż się nie odezwał i tak szczerze mówiąc, to już chyba przestało mnie obchodzić, czy będziemy utrzymywać kontakt, czy nie. Nie spoglądam już co kilka sekund na telefon z nadzieją, że napisał albo zadzwonił. Mam to w głębokim poważaniu.
We wtorek wybrałam się jak zwykle na spacer z psem i dotarłam do parku koło którego mieszka Sebastian. Było już koło 11 wieczorem, nieświadomie spojrzałam w kierunku jego mieszkania. Zaczęłam się śmiać. Światło z jego pokoju idealnie kontrastowało z ciemnością wokół. Złapałam szybko za telefon i napisałam mu, że podobno lubi ciemność, a światło od niego widać nawet w parku i żeby lepiej poszedł spać. Wywiązała się rozmowa i skończyło się na tym, że mam następnego dnia o 12 w nocy przyjść do niego sama i przynieść 1000zł, bo w innym przypadku zgłosi mnie na policję. Stwierdziłam, ze chyba sobie żartuje i to ja prędzej zgłoszę jego za szantaż i planowanie morderstwa, żeby później ukraść kasę. Wymienialiśmy smsy do późna aż w końcu zasnęliśmy. Następnego dnia umówiliśmy się na spotkanie, mieliśmy oglądać film, bo spacer odpadał ze względu na fatalną pogodę. Zjawił się u mnie kilka minut po 20, pogadaliśmy chwilkę u mnie w pokoju, a potem wygoniliśmy moich rodziców z salonu. Rozsiedliśmy się na kanapie i próbowaliśmy wybrać film. Poszłam zrobić popcorn. Stanęło na jakimś filmie sensacyjnym. Nawet nie pamiętam tytułu. Opychaliśmy się popcornem i śmialiśmy się z Ryana Goslinga i innych aktorów. Nie ogarnialiśmy fabuły. Film próbował uchodzić za ambitny, ale był kompletnym niewypałem. Przynajmniej dla nas. A może to my jesteśmy tak głupi, że nie zrozumieliśmy przesłania? Mniejsza z tym. Było kilka minut po 22 jak w końcu zobaczyliśmy napisy końcowe. Spojrzeliśmy na siebie i stwierdziliśmy, że musimy jednak zobaczyć jakąś normalniejszą produkcję. Po dość długich poszukiwaniach zdecydowaliśmy się na Safe Heaven. Tym razem było lepiej, chociaż i tak największą atrakcją wieczoru była moja sunia i jej przekomiczne miny. Pod koniec filmu leżałam na kanapie z głową na jego kolanach, choć nie za długo, bo zdrętwiała mu noga. Kilka chwil przed 12 wyszliśmy na spacer. Przestało już padać, choć wciąż było chłodno. Zaczął rozmowę o swojej byłej dziewczynie. Słuchałam uważnie co jakiś czas wtrącając swoje przemyślenia lub sytuacje z mojego życia. Dowiedział się też trochę o Wiktorze, ale nie powiedziałam mu całej prawdy. Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł, by dowiedział się o "friends with benefits". Mógłby zmienić swoje zdanie o mojej osobie. Mówił, że nie jest empatyczną osobą, że przeszkadza komuś, kiedy ktoś chce coś powiedzieć, że nie pokazuje uczuć, a nie odczuwa, lub stara się jeszcze bardziej nie pokazywać tych negatywnych i chowa to w sobie. Zauważyłam to już wcześniej, dobrze, że sam to widzi. Powiedziałam mu, że nie musi mnie odprowadzać do domu, że sobie spokojnie poradzę, ale się uparł i stwierdził, że ma teraz uraz psychiczny przez swoją byłą dziewczynę. A pamiętam taki czas, kiedy to rozstawaliśmy się w połowie drogi i nie obchodziło go, co się ze mną stanie po drodze do domu. Na pożegnanie oczywiście mnie przytulił. Zapytałam czy mogę chwilę dłużej tak postać. Zgodził się, objął mnie i zaczął gładzić po plecach. Zapytałam czy nie czuje się teraz niekomfortowo, ale zaprzeczył ze śmiechem. Odsunęliśmy się od siebie, bo przytulenie zaczęło się przeciągać. Wróciliśmy do domu.
Następnego dnia pobiegłam na spotkanie z dziewczynami i kolegą, kręciliśmy teledysk w którym to ja jestem główną bohaterką. Ostatnio tak bardzo się sobie nie podobam, że to masakra. Sądzę, że wyszło to tragicznie... ale co ja tam mam do gadania. W między czasie męczyłam Sebastiana pytaniami czy się uczy i straszyłam go, że jak nie zacznie w końcu ogarniać czegoś do poprawki, to się do niego przejdę. Skończyło się na tym, że siedząc w autobusie powrotnym zdążyłam się z nim dogadać i już 40 minut później go widziałam. Pies mi prawie wpadł pod auto, kierowca w ostatniej chwili zahamował. Prawie dostałam zawału serca na miejscu. Zapytał czy wszystko ok i poklepał po plecach. Zostawiłam psa w domu i poszliśmy dalej. Wylądowaliśmy w lasku, później na stacji kolejowej. Zwrócił uwagę na to, że bardzo mało mówię, trochę go to denerwowało. Ale co miałam zrobić? Powiedzieć, że przepraszam, ale nic sensownego nie przychodzi mi do głowy, bo w zasadzie to mnie trochę... nawet trochę bardzo rozprasza jego osoba? Posiedzieliśmy jakiś czas na ławce bardzo blisko siebie, bo zimno dawało o sobie znać. Chwilę po 11 ruszyliśmy w drogę powrotną. Myślałam, że od razu zaprowadzi mnie pod domu i się rozdzieliśmy, ale niespodziewanie skręcił w jedną z uliczek. Znów spacerowaliśmy, aż w końcu zobaczyłam, że huśtawki są wolne i z wielkim uśmiechem na ustach zaczęłam go prosić, żebyśmy tam poszli. W pierwszej chwili trochę niepewnie usiadł, a później zaczął się lepiej bawić ode mnie. Obiecał jakieś koleżance, że będzie dostępny o 12. Wiatr rozwiał chmury i mogliśmy podziwiać gwiazdy. Zapytałam czy nie musi wracać już do domu. Tylko na mnie spojrzał i z uśmiechem odpowiedział, że teraz mu za fajnie i nigdzie się nie rusza. Rozmawialiśmy o muzyce, filmach, pamiętnikach, związkach itd... Oprowadził mnie pod same drzwi. Próbował gadać o głupotach, aby sprawdzić granice mojej wytrzymałości. Czekał tylko na to, aż stwierdzę, że mam go dość i sobie pójdę. Jestem twardym przeciwnikiem. Dłuższe przytulenie. Podziękowałam za to, że zniósł jakoś moje milczenie. Roześmiał się i stwierdził, że to on dziękuje. Odsunęliśmy się na długość moich rąk, które znajdowały się jeszcze na jego ramionach. Popatrzyliśmy się na siebie.... i się speszyłam. Zabrałam ręce przy okazji odpinając mi dwa guziczki. Zaczął się ze mnie śmiać i zajął się zapinaniem guzików. Powiedział jeszcze kilka śmiesznych rzeczy i poszedł...W domu byłam kilka minut przed 1.
I po rozmowie z koleżanką zdecydowałam się go zapytać czy wierzy w przyjaźń między dziewczyną a facetem.
Jego pierwsza reakcja? Miałaś ponad 3 godziny na to, żeby mnie zapytać, a Ty robisz to dopiero teraz? Po późniejszej rozmowie stwierdził, że owszem wierzy, że gdzieś takie przyjaźnie istnieją.
Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Dalej nie ogarniam. Istnieją? Może i tak, ale czy doświadczył? Znów nie wiem jak to się odnosi do mojej osoby... ale boję się znów zapytać, nie chcę robić z siebie jeszcze większej idiotki.
Idę suszyć włosy, a potem mu pomarudzę, żeby zaczął się uczyć.
Jak zwykle długo i zupełnie bez jakiegokolwiek sensu. Przepraszam.
  • awatar jenny96: Uwielbiam Twoje wpisy ! ;)) To jest coś więcej niż przyjaźń. ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Chyba ostatnio znowu złapało mnie pisanie, mam ochotę coś stworzyć, ale zupełnie żaden pomysł nie chce mi przyjść do głowy. Siedzę w domu, bazgram po kartce, sprzątam, nie mogę wysiedzieć przed komputerem, zaczyna mnie to nudzić... przenoszę się na xboxa, tańczę, próbuję w końcu nauczyć się obsługi pada grając w GTA5, ale słabo mi to idzie... śmieję się sama z siebie. Próbuję wieczorem wyciągać ludzi na spacery, ale najczęściej dostaję negatywną odpowiedź. Zaczynam odczuwać skutki mojego chowania się przed innymi. Co ja poradzę, że czasami mam taki okres, że potrzebuję pobyć sama?
Wczoraj koło godziny 20, kiedy to już miałam serdecznie dość mojego laptopa, na fb pojawił się Sebastian. Moim pierwszym ruchem było kliknięcie na jego zdjęcie dwa razy i napisanie "Zbieraj się i chodź na spacer". Nie musiałam długo czekać na odpowiedź "Mogę iść, tylko znajdę puchową kurtkę, wełnianą czapkę i jakieś rękawiczki". Zaśmiałam się pod nosem i kazałam mu szybko wszystko znaleźć, a po chwili dopytałam czy przypadkiem nie zabrać jeszcze dla niego jakiegoś szalika. Szybko pobiegłam do łazienki poprawić włosy i spryskać się perfumami. Wyprasowałam jeszcze szarą bluzkę z długim rękawem, założyłam jeansy, niebieskie trampki, szaliczek w kwiatki i zarzuciłam sportową kurtkę. Zgarnęłam telefon, klucze i zabrałam ze sobą psa. Już na mnie czekał w umówionym miejscu. Buziak w policzek i poszliśmy się przejść. Nie miał dobrego humoru, przeprosił za to. Powiedziałam, że nie mam nic przeciwko i jeśli chce, to może się wygadać. Usiedliśmy na barierkach na niewysokiej górce i spokojnie słuchałam czasami dodając kilka słów od siebie. Nie potrzebowałam mówić "będzie dobrze", przecież wiadomo, że to wcale nie pociesza. W pewnym momencie zeskoczyłam na dół, stanęłam przed nim i objęłam go w pasie. Moja głowa była na wysokości jego serca, słyszałam idealnie jak jego bicie przyśpiesza. Wziął głęboki oddech, jego ręka już znajdowała się na moich plecach. "Czuję się trochę niekomfortowo. Wiem, że próbujesz mnie pocieszyć, doceniam to..." Lekko się odsunęłam trzymając jeszcze dłonie na jego nogach. "Nie lubisz się przytulać?" zapytałam. "Lubię, ale nie wtedy, kiedy mam zły humor..." usłyszałam i mam wrażenie, że zobaczyłam jak jego oczy robią się lekko wilgotne od łez. "No dobrze, jak chcesz" odpuściłam i zabrałam dłonie z jego kolan. Gdybym dalej go przytulała, to by się rozpłakał? Nie chciałam ryzykować. Zaczął dalej opowiadać, nie patrzył na mnie. Zapytał, czy mogę usiąść obok niego, bo mu głupio, że on siedzi a ja stoję. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i stwierdziliśmy, że idziemy dalej na spacer. Po drodze zgubiliśmy mojego psa, ale nie przejmowałam się, znała drogę do domu. Kierowaliśmy się w stronę mojego mieszkania i zapytałam czy już chce się mnie pozbyć, stwierdził, że jeszcze możemy gdzieś usiąść, bo boli go kolano i nie chce go nadwyrężać. Weszłam na chwilę do domu i wpuściłam psa do środka. Kiedy znów stanęłam przed Sebastianem oświadczył, że zawsze mu lepiej, kiedy pojeździ sobie nocą samochodem. Zaprowadził mnie więc na parking, otworzył samochód oślepiając mnie na chwilę światłami i pozwolił usiąść obok siebie. Włączył radio i poszukał płyty z muzyką. Odpalił silnik i ruszyliśmy. Szybko. Próbował mnie nastraszyć, ale miał podobny styl jazdy do mojego taty, więc się nie bałam. Gadaliśmy o pierdołach, wjechaliśmy w ciemną uliczkę i już po chwili jechaliśmy 150km/h. "Wiesz gdzie jesteśmy?" usłyszałam. Pokiwałam tylko głową na boki i stwierdziłam, że nie mam pojęcia. Zwolnił, podjechał do dość wąskiej, piaszczystej uliczki. "Tutaj co prawda nie można wjeżdżać, ale o tej godzinie nie ma tutaj nikogo." Zatrzymał samochód kilka metrów przed taflą wody. Zaskoczona stwierdziłam, że faktycznie, teraz już wiem gdzie jestem. Popatrzyliśmy przed siebie. Światło księżyca odbijało się w wodzie, było tak miło. Zaczął mnie straszyć, że tam coś się rusza i ze śmiechem odjechaliśmy. Przejechaliśmy na drugi koniec miasta i wylądowaliśmy na żwirowni. Zatrzymaliśmy się i wysiedliśmy z samochodu. Podałam Sebastianowi mój telefon i wdrapałam się na górkę, żeby zobaczyć czy są jacyś strażnicy wokół. Zawołałam go i podałam rękę, żeby też mógł stanąć obok mnie... prawie mnie zrzucił. Trzymałam się jego ramienia chwilę przyglądając się przepaści, na której to skraju staliśmy. Spojrzeliśmy w niebo. Widzieliśmy wszystkie gwiazdy. Zaśmiał się "Wielki wóz" pokazał palcem na niebo... "i mały wóz" wskazał na swój samochód. Uśmiechnęłam się i zaczęłam kombinować jak zejść. Wejść było o wiele prościej. Stwierdziłam, że najlepszym sposobem będzie zwyczajnie zbiec... i zatrzymałam się milimetry od zderzenia się z Sebastianowym samochodem. Kierowałam się na drugą stronę, żeby zobaczyć kolejną, już mniejszą przepaść. Po chwili dołączył do mnie i oświetlając nam drogę latarką w telefonie zaprowadził na sam dół. Było tam dość mokro, więc zaczął się śmiać, że są to ruchome piaski i zaraz nas wciągnie i musimy uciekać. Dobiegłam do niego i się przytuliłam. Śmiejąc się dotarliśmy na górę. Puściłam. Pochodziliśmy jeszcze chwilkę i wróciliśmy do samochodu, bo było naprawdę zimno. Powoli wracaliśmy, dotarliśmy do chyba jednego z największych parków w naszym mieście. Alejki są tam tak szerokie jak dwukierunkowa ulica. "No to pojedziemy skrótem, przynajmniej nie będzie trząść". I wjechał do parku. Zaskoczona zaczęłam pytać co on najlepszego robi. "I tak o tej porze nikogo tu nie ma." Po chwili byliśmy już po drugiej stronie i faktycznie, ominęliśmy największe wyboje. Jadąc tak po parku oboje śpiewaliśmy "Kroplą deszczu naamaaaluuuję Cięęę...", która to piosenka akurat płynęła z głośników. Kilka minut później już byliśmy pod moim mieszkaniem. Myślałam, że tylko na chwilę się zatrzyma, ja wysiądę i pobiegnę do domu. A tu niespodzianka. Zaparkował samochód. Powiedziałam mu, żeby lepiej już leciał do domu, bo był strasznie głodny. Chwilkę się pośmialiśmy. Stwierdził, że odprowadzi mnie pod same drzwi. "Jak miło" przemknęło mi przez myśl. Jeszcze chwilkę rozmawialiśmy i stwierdził, że się zbiera, bo zaraz umrze z głodu. Pierwszy wyciągnął rękę, oparł ją na moich plecach i przygarnął do siebie. Zarzuciłam mu ręce na szyję i się przytuliłam. Postaliśmy tak krótką chwilę. "No już, już, nie lubię długich pożegnań" usłyszałam. Puściłam. Uśmiechnął się i skierował się w stronę samochodu. Odjechał... a ja wróciłam do domu... i wciąż myślę.
Jestem dla niego tylko przyjaciółką, czy kimś, kto może stać się dla niego kimś więcej?
Chciałabym, żeby wyszło... ale mam wrażenie, że jednak w pewnym stopniu nie chce mnie do siebie dopuścić, odgradza się. Sama nie wiem, nie mogę go rozgryźć już od dłuższego czasu.

Przepraszam, że tak długo.
Tak tematycznie:
  • awatar jenny96: Wierzę w Was. Trzymam kciuki :*
  • awatar Aria.Mc: @Niña Bonita: Ostatnio właśnie spędzamy ze sobą bardzo dużo czasu. To z nim widuję się najczęściej. I jak się widzimy, to nie na godzinę, dwie, ale trochę nam schodzi. Jest prawie na każde moje zawołanie. W zasadzie to ja zawsze pytam czy gdzieś idziemy, on chyba raz zaproponował spacer. Nie mogę go rozgryźć, więc trudno mi wyjechać prosto z mostu i zapytać czy by nie chciał spróbować. Mam wrażenie, że wciąż mu ciężko po rozstaniu z dziewczyną... no i on też ma świadomość, że jeden z jego najlepszych kumpli chciał ze mną być. To trochę trudne i nie wiem, co mogłabym jeszcze zrobić.
  • awatar Niña Bonita: @Aria.Mc: Myślę, że najprościej będzie po prostu zacząć od większej ilości czasu spędzanego wspólnie. A jeśli będzie szło ok, to przedstaw mu swoją wizję. Powiedz, że chcesz spróbować...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Znów zbyt długo zwlekałam z napisaniem tutaj czegokolwiek. Robię się zbyt leniwa? A może chowam wszystko w sobie i czekam aż wybuchnie? Sama nie wiem.
Czy dużo się działo? Można na to odpowiedzieć w dwojaki sposób, wszystko zależy od punktu widzenia.
Może spróbuję wszystko bardzo krótko zobrazować? Nie mam siły na długie pisanie.
1) Miłosz.- Tak, to ten, którego poznałam na juwenaliach. Rozmawialiśmy kilka razy na fb, wymieniliśmy kilka smsów, ale zawsze był czymś zajęty. Wrócił do swojej wioski, podobno ma wrócić do miasta jeszcze w sierpniu. Czy się odezwie? Nie mam pojęcia, zapewne nie. Dałam sobie spokój. Już od początku widać, że znajomość raczej jest skazana na powolną śmierć.
2) Wiktor. Widziałam go kilka razy. Nic wartego opisania się nie wydarzyło. Kilka spotkań ze znajomymi, chyba raz do mnie przyjechał, żeby się pożegnać, jak miałam wyjechać. Zauważyłam, że on cały czas mówi o sobie, o swoich sprawach, o samochodach, motocyklach... zupełnie nie słucha tego, co ja mam do powiedzenia, więc w końcu ja cichnę i słucham tego, co on ma do powiedzenia. Wygada się i stwierdza, że już jedzie. Kilka dni temu opowiedziałam mu o sytuacji, którą opiszę troszeczkę niżej, więc się zebrał w sobie i zapytał czy chcę się z nim spotkać. Prosił, żebym poczekała do 22-23 i wtedy da mi znać o której się widzimy. Oczywiście się nie odezwał. Nie ogarniam faceta, Sam proponuje spotkanie, a potem olewa. Cóż, zaczynam mieć tego jeszcze bardziej dosyć.
3)Sebastian- przez ten czas widzieliśmy się więcej niż przez cały poprzedni czas naszej znajomości. Pojechał na moją działkę. Wychodzimy dość często na spacery. Dobrze mi się z nim rozmawia. Czuję się przy nim sobą. Byliśmy razem na polówce, siedziałam z głową opartą na jego ramieniu, potem moje kolana robiły za jego poduszę, a Przemek się tylko nam przyglądał. Pamiętam do tej pory jak wracając z nim autobusem stwierdził, że koniecznie mnie odprowadzi do domu i zasnął na moim ramieniu. Pamiętam, jak bałam się go obudzić, bo tak słodko wyglądał.Przed moim wyjazdem też się ze mną spotkał i troszkę narzekał, że mnie nie będzie i że jak wrócę to koniecznie musimy się spotkać. No i się spotkaliśmy. Wróciłam z Wrocławia i okazało się, że na weekend jednak nigdzie nie wyjeżdżam. Pierwszy raz widziałam, jak moi rodzice się tak bardzo pokłócili, więc płacząc wysłałam smsa czy Sebastian jest może w domu (bo miał być na wsi) i czy chce iść na spacer, bo potrzebuję wyjść. Po kilku chwilach dostałam odpowiedź, że jest w domu i to całkiem sam. Każde z nas zjadło obiad, a potem dostałam wiadomość, że zaprasza mnie do siebie. Byłam troszkę zaskoczona, ale to było miłe. Przygarnął mnie i pocieszył. Bo niektórzy ludzie potrafią pocieszać nie używając słów. Wyciągnął swoją gitarę, której już dawno nie używał i zaczął grać. Zapytał czy chcę się nauczyć, tak więc spędziliśmy trochę czasu na moim narzekaniu, że bolą mnie palce i na jego śmiechach, kiedy słuchał mojego gitarowego wykonania "wlazł kotek na płotek". Posłuchaliśmy trochę muzyki i włączyliśmy film. Nagle z godziny 18 zrobiła się 23. Stwierdziłam, że muszę się zbierać, bo obiecałam mamie, że jeszcze tego dnia wrócę do domu.Popatrzył na mnie i zaproponował, żebym została u niego na noc. Trochę niepewnie, ale zgodziłam się. Zebraliśmy się więc, poszliśmy do mnie, ja powiadomiłam rodziców, że wrócę rano, zabraliśmy psa i poszliśmy do sklepu po piwo. Pochodziliśmy trochę, odstawiliśmy psa do mnie i wróciliśmy do jego mieszkania. Oglądaliśmy filmy, rozmawialiśmy, zrobiliśmy kolację w środku nocy. Filmy oglądaliśmy niby siedząc na tym samym łóżku, ale w dość sporej odległości od siebie. Poprosiłam go o jego koszulkę, bo było mi trochę niewygodnie. Pod koniec drugiego filmu trzymałam głowę na jego ramieniu, później on ułożył głowę w taki sposób, że mogłam bawić się jego włosami. On nie zrobił nic. Lekko zaskoczona siedziałam i nie ogarniałam świata. Koło 4 stwierdziliśmy, że czas spać. Naszykował mi świeżą pościel i pozwolił spać w salonie, on zdjął koszulkę i przez kilka dobrych minut mogłam podziwiać przyjemny widok...a potem poszedł spać do swojego pokoju. Rano posprzątałam po sobie, przez przypadek go obudziłam, przytuliłam się do niego na pożegnanie i wyszłam. Rozmawialiśmy potem jeszcze przez chwilę, ale o niczym konkretnym.
Nie mogę go rozgryźć. Lubię go, serio, ale nie mam pojęcia czego on oczekuje ode mnie. Prosił, żebym została na noc, ale nawet mnie nie przytulił. Przyjaciele? Raczej z tego, co wiem, to nie pyta się przyjaciółki, by została na noc.
Ktoś pomoże mi to ogarnąć?

Wciąż klikam replay, nie wiem czemu...
  • awatar Invisible Wall: No bo to świetna piosenka? Cóż, tego typu spraw nikt nie pomoże ci rozwikłać. Osobiście walnęłabym prosto z mostu "czego ty ode mnie oczekujesz?" albo "przestań mącić mów do rzeczy a nie od rzeczy". Koniec, kropka. Nie ma co się cackać
  • awatar As long as stars are above you ♥: kiedyś cały czas potrafiłam słuchać tej piosenki .. ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spać nie poszłam, za to dostałam smsa od Wiktora, że będzie u mnie chwilę po 19. Mega zaskoczona zaczęłam ogarniać w domu, a potem zamknęłam się w łazience, żeby doprowadzić się do porządku, bo wyglądałam jak duch po poprzedniej nocy. Zdążyłam sobie jeszcze ugotować makaron i sos z papierka, bo tylko tyle jestem w stanie zrobić w kuchni.
Odsłaniałam okna w salonie, kiedy zobaczyłam jego samochód. Podbiegłam do lustra jeszcze poprawić włosy. Pies zaczął szczekać i się cieszyć, usłyszał znany odgłos silnika. Telefon o numer mieszkania. Nawet nie może tego zapamiętać, tak często mnie odwiedza. Wpuściłam go, pozwoliłam zdjąć buty i kurtkę, zapytałam czy chce coś do picia. Herbata. Ok, czajnik włączony. Objął mnie i mocno przytulił. Spojrzał w oczy i namiętnie pocałował. Wszedł do salonu i zamknął balkon. Znów mnie pocałował. Zasłonił okna. Kolejny pocałunek, a ja już kompletnie nie wiedziałam co się dzieje. Zamknął okno i popchnął na kanapę. "Woda zaraz będzie się gotować" powiedziałam z niedowierzaniem. Jego koszulka już leżała na podłodze. Zaprowadził mnie do kuchni. Przytulał i miział po szyi. Przyglądał się jak robię mu herbatę. Kubek kazał mi zostawić w kuchni i znów pociągnął do salonu. Przytuliłam się do jego nagiego torsu...
Zapalił papierosa i zapytał "co masz do jedzenia". Zgłodniał. Cały czas powtarzał, że dziwnie na niego patrzę. Ja się sobie nie dziwiłam. Nie dowierzałam, nie ogarniałam sytuacji. Dałam mu mój jakże wykwintny obiad. Nie był zadowolony. "Z papierka?!". Cóż. Nigdy nie mówiłam, że lubię i umiem gotować. Zawsze powtarzałam, że ja w kuchni siedzieć nie będę. Napisałam do Sebastiana, że widzimy się o 21. Przez jakiś czas jeszcze leżałam wtulona w Wiktora. Włączył kanał z bajkami. Po jakimś czasie stwierdził, że się zbiera, było chwilę przed 21. Przebrałam się, wyszłam razem z nim i zabrałam psa. Postał ze mną z 2 minuty i pojechał mimo mojego sprzeciwu, by zaczekał jeszcze chwilę, aż pies nie wróci. Stwierdziłam, że za cienko się ubrałam i pod bluzę założyłam jeszcze bluzkę z długim rękawem. Spotkałam Sebastiana i pojechaliśmy razem w miejsce spotkania z Adą. Weszliśmy jeszcze na chwilę do sklepu po alkohol i udaliśmy się na teren koncertów. Stanęliśmy zaraz przed namiotem dźwiękowców i opierając się o barierki czekaliśmy na koncert. Sebastian oczywiście w środku. Tamci już kończyli pić, a ja mojego piwa nawet do połowy nie zdążyłam wypić. Nigdy nie potrafiłam szybko pić. Ktoś w tłumie puszczał bańki mydlane, więc jak zaczarowana wpatrywałam się w niebo zamiast obserwować co się dzieje na scenie. Sebastian tylko się ze mnie śmiał, kiedy bańki do nas dolatywały a ja je dotykałam, by popękały. Koncert się skończył, druga koleżanka nie dołączyła jeszcze do nas, a tamta dwójka chciała już wracać. Przecież sama nie zostanę. Sebastian złapał mnie za rękę i wprowadził nas z tłumu. Puścił przy barierkach. Byłam lekko rozczarowana, że nie trzymaliśmy się dalej za ręce. Widocznie jednak odniosłam mylne wrażenie dnia poprzedniego. Może zwyczajnie wtedy był bardziej pijany i cały świat wyglądał dla niego lepiej. Wracaliśmy na pieszo do domu, zamiast pchać się nocnymi autobusami. Nogi bolały mnie okropnie, na wiadukcie wsadziliśmy Adę w autobus, a sami poszliśmy dalej. Gadaliśmy o życiu. O tym, że dziewczyny są złe i potrafią popsuć nawet najlepszą przyjaźń pomiędzy facetami. Nie mówiłam mu za dużo o sobie. Nie chciałby tego słuchać. Odprowadził mnie pod sam dom, ja jeszcze zabrałam psa i chwilkę przeszłam się z nim w kierunku jego domu. Na pożegnanie lekko się przytuliliśmy, oddałam mu bluzę i życzyliśmy sobie wszystkiego dobrego. Przecież nie spotykamy się za często. Poszłam zmęczona do łóżka.
Cały tydzień zleciał mi na ganianiu z domu na uczelnię i na odwrót. Na denerwowaniu się i wkurzaniu na ludzi. Byłam odpowiedzialna na duże wydarzenie na mojej uczelni i latałam załatwiając wszelkie sprawy, a Ci tak zwani przyjaciele nawet palcem nie ruszyli, żeby mi pomóc, choć prosiłam. Dupy nie chciało się ruszyć z domu.
Umawiałam się z Przemkiem, że w tym tygodniu też razem pójdziemy na koncerty, ale w piątek pod wieczór stwierdził, że on jednak nie idzie, bo się rozchorował. Mówi się trudno, na 20:30 byłam u Lidii. Poprawiłam makijaż, napiłyśmy się, śpiewałyśmy. W autobusie chwilę po 22 spotkałyśmy się z Pauliną. Dotarłyśmy pod same barierki przy scenie. To nie był dobry pomysł, bo po koncercie wyszłam z siniakami. Do tej pory mnie strasznie bolą. W tłumie spotkałyśmy Mariusza, który ucieszył się na nasz widok. Spędziłyśmy z nim i jego znajomymi dość dużo czasu pod sceną. Wypatrzyłam też Wiktora, który tylko mnie przytulił, przywitałam się też z resztą jego znajomych i wróciłam do dziewczyn. Kiedy one już chciały się zbierać do domu zauważyłam Patryka z kumplem. Zadzwonił Wiktor z zapytaniem czy jeszcze jestem. Umówiłam się z nimi i razem ze znajomymi wyszłam. Patryk z kumplem odprowadzili mnie do skrzyżowania i po 10 metrach już stałam naprzeciw Wiktora. Mina Lidii i Patryka na wiadomość, że zostaje jeszcze z Wiktorem była wręcz identyczna. To zniechęcenie... Poszliśmy jeszcze na chwilę na koncert, a potem odprowadzili mnie na nocny autobus. Nic ciekawego. Tylko na koniec Wiktor mnie przytulił, a jak już podjechał autobus, to złapał mnie za tyłek tak, żeby nikt nie zauważył. Tylko spojrzałam na niego karcącym wzrokiem i wsiadłam. Jak wysiadłam, to zauważyłam mojego sąsiada z klatki, więc ten dystans od przystanku do domu nie był taki straszny.
Następnego dnia ledwo wstałam z łóżka i ledwo mówiłam. Zdarłam sobie lekko gardło. Ale co tam, też szłam na koncerty. Znowu wylądowałam u Lidii, znowu u niej wypiłyśmy, ale tym razem miałyśmy szybsze tempo, bo musiałyśmy zdążyć na autobus. Znowu umówiłyśmy się z Pauliną już w autobusie. Na terenie koncertów dostałyśmy darmowe piwo i ruszyłyśmy pod scenę. Nie spotkałyśmy nikogo znajomego. Szalałyśmy, skakałyśmy, darłyśmy się. Było świetnie. Wiktor mi napisał smsa ze swoją lokalizacją, ale nie chciałam odchodzić od barierek. Przeżyłam czekanie w dłuuugiej kolejce do toalety, a potem Lidia chciała już wracać do domu. Dzwoniłam i do Wiktora i do Patryka, ale dowiedziałam się, że jeden jak i drugi już wrócili do domu. Byłam okropnie zawiedziona. Ubłagałyśmy Lidię, żebyśmy zostały jeszcze pół godziny. Ona została dalej, usiadła na krawężniku obrażona i nie chciała iść się bawić. Z nią chodzi się na te koncerty, na które to ona chce iść. No trudno. My powędrowałyśmy pod scenę. Szalałyśmy, skakałyśmy, tańczyłyśmy. Wróciłyśmy po tej 0,5 godziny nieźle zmęczone. Po drodze spotkałam Mariusza i wielce szczęśliwa się do niego doczepiłam. Dziewczyny pojechały do domu a ja po tym jak Mariusz obiecał mi, że potem odprowadzi mnie na autobus poszłam wraz z nim w tłum. Przedstawił mnie swoim kumplom a ja tam tylko stałam i myślałam "czy to już niebo?". Jeden mnie przytulił, drugi podał rękę, a trzeci złapał za moją dłoń i się ukłonił. Odleciałam. Za dużo przystojnych facetów wokół. Dalej stało jeszcze kilku, też ich kumpli. Niech dziewczyny żałują, że sobie poszły. Oj mają czego żałować, mają. Po chwili Mariusz stwierdził, że on musi iść coś zjeść. Złapał mnie za ramiona postawił przed... dajmy mu na imię Miłosz i powiedział "Ja zaraz wracam. Pilnuj jej. Rozumiesz? To najlepsza laska z uniwerku". Uśmiechnął się i odszedł. Po chwili wrócił "Nie martw się, ja na pewno wrócę i Cię odprowadzę" i zniknął. Uśmiechnęłam się do chłopaków. Zaczął się następny koncert. Skakałam między nimi, tańczyłam jak dawno tego nie robiłam. Mogłam być sobą, nie ograniczać się, wczuć się w klimat. Kiedy tylko traciłam Miłosza z oczu, bo skaczący tłum wciskał się między nas, ten mnie po chwili odnajdywał, łapał za rękę i przyciągał do siebie mówiąc "Obiecałem, że będę Cię pilnował". Przy jakiejkolwiek wymianie zdań obejmował mnie za szyję lub w pasie, odruchowo robiłam podobnie. Podobało mi się. Skończyliśmy skacząc i tańcząc razem z jego dłonią na mojej talii... No bo przecież musiał mnie chronić przed tymi brutalami wokół. Taaa. Zauważyłam też dobrą scenę. Jeden z jego kumpli (ten od ukłonu przy przywitaniu) także ma na imię Wiktor. To imię to jednak coś w sobie ma. To on był najprzystojniejszy z całej ekipy, więc się trochę nie dziwię... Ale ten charakterek... Jakbym widziała "swojego" Wiktora. Widziałam jak laska wiesza się na jego szyi i próbuje go pocałować, ten ją odsuwa nie zgadzając się na to. Laska miała łzy w oczach, więc ją przytulił. Po chwili widziałam go już z inną laską, z którą też się przytulał. Dobry koleś.
Wracając do Miłosza... trzymaliśmy się za rękę, byliśmy blisko, razem się bawiliśmy. Widziałam jak jeden z jego kumpli zjechał mnie od góry do dołu i od dołu do góry wzrokiem, a potem się uśmiechnął i pokazał kciuk uniesiony w górę w stronę Miłosza. Nie powiem, żebym czuła się po tym geście przyjemnie... no ale chociaż zostałam zaakceptowana. Wrócił Mariusz. Spojrzał tylko na nas i już wiedział, że dużo przegapił. Tańczyłam objęta przez Miłosza i śmiałam się z Mariusza. Było mi tak bardzo miło. Przyszedł kolejny kumpel, zostałam przedstawiona znów jako najfajniejsza laska. Koncert się skończył. Czekaliśmy na następny. Każdy zaczął wychodzić. Poznałam siostry Miłosza, mam wrażenie że znów zostałam oceniona. Poszły. Miłosz patrzył na mnie tm fajnym wzrokiem i stwierdził, że jeśli chcemy, to wraz z Mariuszem możemy zostać u niego na noc, bo przecież ma bliziutko. Tylko się roześmiałam. To milutkie, ale podziękuję. Postaliśmy jeszcze z 10 minut na koncercie, ale nam się nie spodobało, więc udaliśmy się w stronę przystanku. Znowu słyszałam, że jestem najlepszą dziewczyną. Tak mi podnieśli samoocenę... milutko. Na przystanku rozłożyłam kurtkę i usiadłam na niej, Miłosz usiadł obok mnie. Gadaliśmy o głupotach. Przyjechał mój nocny, ale się nie zmieściłam. Zapytałam, czy zostaną ze mną jeszcze pół godziny. Miłosz przystał na to z ochotą. A ja cieszyłam się jak głupia, że mogę pobyć z nim jeszcze chwilkę. Mariusz tylko na nas spoglądał. Kiedy przyjechał znów mój autobus pożegnałam się z Mariuszem buziakiem w policzek, a Miłosz mnie mocno przytulił. "Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy" powiedziałam, uśmiechnął się " o jaaa". Wsiadłam do autobusu. Widziałam jak odprowadza mnie wzrokiem. Głupia. Nie mam jego numeru. On też nie zapytał. Oczywiście jest facebook... oczywiście mam go w "znajomych" i od rana czekam na jakikolwiek znak od niego. Doczekam się? Byłoby fajnie. Jest świetnym facetem. A jeśli nie, to wyjdzie tylko na to, że znów dałam się nabrać. Wróciłam do domu jak już było widno, chwilkę przed 4. Dzisiaj umieram, zdycham, nie mogę mówić. Jutro znów praktyki, a ja tylko myślę "Miłosz się do mnie odezwie? Proszę, niech się odezwie."... No ale wiadomo, kiedy czegoś bardzo chcę, to to się nie spełni. To było tylko jedno spotkanie. I to na imprezie. Za szybko przywiązuje się do ludzi.

Przepraszam, że tak długo.

Co mi ostatnio chodzi po głowie?
 

 
I znów. Tegoroczne juwenalia rozpoczęłam dobrą zabawą.
Taka ciekawostka. Następnego dnia od pojawienia się tutaj wpisu odezwał się do mnie Wiktor. Oczywiście z zapytaniem jak u mnie, pytał czy nie chcę go gdzieś zaprosić. Nie powiem, żeby moje wypowiedzi jakoś pałały wielką sympatią do niego, ale nie byłabym sobą, gdybym jednak nie zapytała o jego numer. Skończyliśmy na rozmowie do 1 w nocy. Gadaliśmy o głupotach, o spotkaniu. Miał się odezwać następnego dnia czy i o której mamy się spotkać. Siedziałam jak na szpilkach na tych praktykach, ale on oczywiście nie dał znaku życia. Napisałam smsa. Nie dostałam odpowiedzi. Jak już wracałam do domu, to zadzwoniłam. Słyszałam jego śmiech, słyszałam jak mówi, że jednak nie wypaliło i słyszałam śmiechy jakiś lasek. Wkurzona się rozłączyłam. Umówiłam się z Przemkiem, że pójdziemy razem na juwe pierwszego dnia.
Wczoraj nie mogłam wysiedzieć przed komputerem, nie mogłam się doczekać wyjścia. Odliczałam minuty do godziny 15. Znowu mi się udało i Kuba podwiózł mnie praktycznie pod sam dom. Uwielbiam tego kolesia. Jest tak nieogarnięty, a przy tym tak mega pozytywny. Chwilę po 19 przyjechał do mnie Przemek z całą stertą notatek. "Przepiszesz to dla mnie?". No kto odpuści takim słodkim oczom? Oczywiście- nic za darmo
Na 20 byliśmy umówieni z resztą na głównej ulicy naszego miasta. Połaziliśmy trochę, napiliśmy się, dokupiliśmy zapas alkoholu, który oczywiście znalazł się w mojej torebce. Sama nie dawałam rady tego nieść, próbowałam oddać to Przemkowi, ale nie chciał, więc (nazwijmy go) Sebastian do mnie podszedł i zabrał torebkę. Komunikacją miejską dojechaliśmy do parku koło mojej uczelni i tam spędziliśmy trochę czasu. Kiedy próbowaliśmy wejść na plac koncertowy dostałam smsa od Wiktora z zapytaniem gdzie jestem. Odpowiedziałam mu. Nie byłam w stanie tego nie zrobić. Przepychając się przez kontrolę dziwnym trafem trzymałam się Sebastiana a nie Przemka. Usiedliśmy na murku, żeby odpocząć. Znów zostałam sama z Sebastianem. Potem chłopaki poszli w pogo i zostałam sama z Justyną. Znów sms od Wiktora z jego lokalizacją. Napisałam mu swoją. Byłam zaskoczona. Po kilku minutach już widziałam go w pobliżu. Spotkaliśmy się trochę dalej niż stała Justyna. Przytulił mnie mocno do siebie, czułam że już trochę wypił, ale jakoś mi to nie przeszkadzało. Poszliśmy do Justyny i czekaliśmy na resztę. On mnie obejmował, ruszaliśmy się w takt muzyki z jego rękoma na moich biodrach, z jego szybkimi pocałunkami na mojej szyi. Sebastian wrócił i wybierali się po piwo, więc Wiktor złapał mnie za rękę i zaprowadził do reszty naszych znajomych, co z tego że miałam ze sobą telefon i kurtkę Przemka? Stanęliśmy jakieś 10 metrów za nimi. Wiktor się rozejrzał czy nie patrzą i mocno mnie pocałował. Już nikogo wokół nie było. Byliśmy tylko my. Oderwałam się od niego. Pocałował mnie krótko jeszcze raz i zaprowadził do reszty. Skakaliśmy, tańczyliśmy, spotykaliśmy znajomych, których dawno nie widzieliśmy. W pewnym momencie Wiktor zniknął, a ja dostałam smsa od tamtych, że Przemek mnie szuka. Napisałam gdzie jestem i po mnie przeszedł. Pożegnałam się cała wściekła na Wiktora i poszłam. Sebastian mnie podniósł i zaniósł w tłum, miał zamiar mnie wziąć na falę, ale się nie dałam. Posiedzieliśmy trochę i przechodzili właśnie obok nas tamci znajomi z Wiktorem na końcu. Zatrzymał się koło mnie. Zauważył, że jestem zła. "Mogę Cię prosić na chwilkę?" złapał mnie za rękę i pociągnął na bok. Przytulił. Nie odwzajemniłam. Zaczął się tłumaczyć. Przepraszał. Znowu się zgubił tamtym, ale stał ze mną z 15 minut. Na koniec obiecał, że niedługo spotkamy się sami. Przytulił mnie, pocałował lekko w usta i poszedł. Jak wróciłam Przemek tylko spojrzał na mnie złym wzrokiem. W sumie mu się nie dziwię. Sama byłam na siebie trochę zła. Wyszliśmy z terenu koncertów. Poszliśmy po kebsa. Było mi tak bardzo zimno. Sebastian oddał mi swoją bluzę i na przemian zaczepiał mnie z Przemkiem. Poszliśmy na jeszcze jedno piwo a potem na przystanek autobusowy. Było mi tak szkoda Sebastiana. Mi cały czas było zimno, a on został tylko w cieniutkiej kurtce i upierał się, że mu ciepło, chociaż widziałam jak się trzęsie. Próbowałam go trochę ogrzać. Przyjechał nocny, nie zmieściliśmy się. Przyjechał drugi. Wepchnęliśmy się na chama. Ja przodem do Sebastiana a Przemek zaraz za mną. Dziwnie się czułam. Trzymałam głowę na ramieniu Sebastiana, tak bardzo chciało mi się spać! Okazało się, że Tomek i Justyna już się nie zmieścili. Zauważyłam, że Sebastian trzymał rękę w kieszeni, ja dłoń na torebce i on specjalnie przesunął rękę w ten sposób, żeby mnie dotykać. Nie zareagowałam, tylko się lekko uśmiechnęłam. Udało nam się wysiąść i pobiec, żeby zdążyć się przesiąść na drugi nocny autobus. Zostałam sama z Sebastianem, bo mieszkamy blisko siebie. W sumie to trochę zamulaliśmy jak było dużo ludzi, a później zrobiło się już trochę lepiej. Zapytał o bluzę, chciałam mu ją oddać, ale powiedział, że mogę mu ją oddać następnego dnia. I tak dzisiaj idziemy znowu razem. Wysiadł przystanek wcześniej niż ja, oczywiście zapytał czy dam radę sama dotrzeć do domu. Tylko go wyśmiałam i stwierdziłam, że bardziej boję się o niego niż o siebie.
W tej chwili ledwo przytomna siedzę w jego bluzie (ma świetny zapach!!). Rodzice pojechali do Wrocławia, a ja muszę posprzątać w mieszkaniu. Nie wiem czy Wiktor mnie dzisiaj odwiedzi czy nie... Chyba idę dalej spać....
 

 
Żyję! Tak! W końcu się przemogłam i tu zajrzałam. Jesteście kochani! Jak miło zobaczyć od Was wiadomości o tym, że dawno mnie tutaj nie było i macie nadzieję, że wszystko jest u mnie w porządku. Serio, uśmiech na mojej twarzy pojawił się jak odruch bezwarunkowy. DZIĘKUJĘ!
To fakt, dawno mnie nie było. Sama nie wiem, czy dużo się działo w moim życiu czy też jednak zbyt mało, żebym miała ochotę cokolwiek z tego opisywać. Izolowanie się od ludzi stało się moim nawykiem. Uciekam jak tylko mogę. Przerażają mnie, wkurzają, zawracają głowę bezwartościowymi rozmowami. To nie dla mnie. Jestem prawdziwym introwertykiem. Tak, przyznaję się do tego bez bicia.
Nawet nie pamiętam w którym momencie skończyłam opisywać moją historię, nie pamiętam w szczegółach co się działo. Wszystko się zlało i zatarło. Właśnie zjechałam na dół i "Żałuję, że nie dałam mu z liścia" wszystko mi powiedziało.
Wiktor. Wiktor i Wiktor. Cały czas on. Czy mi przeszło? To czas mi uświadomi.
Tak po krótce napiszę, co się działo. Jestem już trochę zmęczona no i zafascynowana serialem, do którego bardzo się śpieszę.
Przez ten czas widziałam się kilka razy z Wiktorem. Może ze 3? Oho! Ale dużo, co? Pamiętam idealnie jak zaprosił mnie do siebie to był pierwszy dzień, kiedy zrobiło się cieplutko i przyszła wiosna. Poszliśmy na spacer nad staw. Potem pomogliśmy jego mamie no i trafiliśmy do jego pokoju. Bawił się laptopem. Jedyne co zrobił, to mnie przytulił a drugą ręką pisał na klawiaturze. Oglądaliśmy film. Nagle zadzwoniła Ania. Odebrał prawdopodobnie po jednym sygnale (a ja nigdy jakoś się nie mogę do niego dodzwonić, pf!). Skończył rozmawiać i w sumie to stwierdził, że mam się wynosić bo on jedzie do Ani. Jeden telefon i już dla niego nie istnieję. Podwiózł mnie tylko na stację benzynową koło mojej siostry i pojechał praktycznie się ze mną nie żegnając.
Drugi raz? Byłam pozytywnie zaskoczona. Do czasu. Przyjechał mnie odwiedzić na targach. Już z daleka go wypatrzyłam, więc pobiegłam i rzuciłam mu się na szyję. Co z tego, że w koło były setki ludzi, którzy się tej scenie przyglądali? Połaziliśmy trochę, a potem zrobiłam "oczy kota ze Shreka" i jego kumpel przygarnął mnie do siebie... a Wiktor pojechał po Anię. Nie było ich prawie 3 godziny, a my w tym czasie zdążyliśmy wybrać film (u mnie to bardzo długi proces) i go jeszcze zobaczyć! Nie chcę wiedzieć, co oni robili przez ten czas. Serio. Ciekawe czemu humor mi się popsuł kiedy tylko zobaczyłam Anię, która wystroiła się jakby szła na jakąś imprezę...dla pustych lalek. Serio. Chciała mi pokazać kto jest fajniejszy, kiedy ja siedziałam w zwykłych jeansach i golfie (bo było mi zimno!) a ona w mega krótkiej mini i czerwonej koszuli z cyckami na wierzchu? Fuj. Na przystanek odprowadził mnie Patryk. Ryczałam w autobusie.
Trzeci raz? Dzień wcześniej rozmawialiśmy na fb. Zapytałam kiedy się spotkamy. Zaproponował następny dzień. Flirtował ze mną. Był cholernie dobry. Wyglądało to tak jakbyśmy mieli być sami dnia następnego. Cieszyłam się, że w końcu będę mogła z nim normalnie porozmawiać. A co się okazało? U niego w domu zastałam Anię. Zadzwonił po nią specjalnie. Przyjechała i kończyła projekt zaliczeniowy. Serio? SERIO? Potem jeszcze wpadli jego kumple. Nie odezwałam się do niego słowem. Tylko siedziałam i głaskałam szczeniaczki od czasu do czasu pomagając Ani formatować tekst w Wordzie. Chwilę przed ostatnim autobusem pożegnałam się z wszystkimi i on nagle wypalił, że jeśli chcę, to mogę zostać dłużej to mnie odwiezie do domu. Zachowałam swoją dumę. Stwierdziłam "nie, nie chcę" i wyszłam. Znów ryczałam w autobusie.
Od tej pory zmieniłam telefon. I zgadnijcie jaki kontakt jako jedyny mi się nie zapisał? No jasne, że jego. Chyba na dobre mi to wychodzi.
Byłam też we Wrocławiu. Miałam się spotkać z Panem G. ale... zakończyliśmy znajomość. Napisał mi dużo przykrych słów, a ja tylko siedziałam w kuchni u cioci i próbowałam się nie rozryczeć. Przyjaciel uświadomił mi, Pan G. prawdopodobnie tak się zachował, bo coś do mnie czuł, ale po przemyśleniu stwierdził, że to jednak nie będzie miało jakiegokolwiek sensu, więc wolał zerwać tak tragicznie tą znajomość, żeby sam nie musiał się zamartwiać. Sama nie wiem czy to prawda, ale lepiej wierzyć w to niż ryczeć całymi dniami.
Organizowałam wyjazd integracyjny dla naszego koła, który swoją drogą był świetny. W pamięci najbardziej mam to, jak ostatniego dnia o 5 nad ranem zasypialiśmy wszyscy na podłodze ułożeni w kółeczku i każdy każdego miział po głowie. Na koniec zostałam sama z Maćkiem. Przestałam miziać Michała, podłożyliśmy Maćkową poduszkę pod głowę Karo, żeby przestała chrapać i ułożyliśmy się razem na mojej poduszce. Zasypiałam bawiąc się jego włosami. Miło było, miał bardzo fajny zapach szamponu. Odwoził mnie tez do naszego miasta. Bardzo fajnie mi się z nim rozmawiało. Nie byłam pewna jak to będzie, po prawie wcale się nie znaliśmy, ale jednak wyjazdy integracyjne zbliżają do siebie ludzi Chciałabym mieć takiego faceta. Jego dziewczyna ma niesamowite szczęście
Co jeszcze?
Dostałam się na praktyki! Do międzynarodowej organizacji. I jest świetnie! Jestem mega zadowolona. Uczą mnie tam ciekawych rzeczy, a ludzie są fantastyczni i w dodatku bardzo młodzi, więc nie czuję się spięta.
To chyba na tyle.
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję i życzę wszystkiego dobrego!
  • awatar Niña Bonita: W końcu! WITAJ! :* Powiem Ci szczerze, że może to i lepiej, że on jakoś tak mija z czasem. Spójrz jaki to tchórz. Nie potrafi określić przy kim chce być. Raz jest z Anią raz z Tobą, chore! Nie daj się traktować jak przedmiot zastępczy. Ogólnie cieszę się, że mimo wszystko dość ok i napisałaś! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tak na szybko daję Wam znać, że żyję!
Ostatnio jestem mega leniwym zwierzakiem i najchętniej siedziałabym całe dnie pod kołderką, no ale jednak trzeba co nieco robić...
Dzień kobiet? Było coś takiego? Serio? Praktycznie nie zauważyłam. Najważniejsze dla mnie osoby zupełnie o mnie zapomniały. To aż śmieszne. Pamiętał jedynie Przemek, który nawet pofatygował się by mnie odwiedzić, wyciągnąć na spacer i nawet dać kwiatka. Byłam bardzo zaskoczona. Na dzień mężczyzn wysłałam wszystkim moim bliższym kolegom życzenia. Tak, Wiktor też się ich doczekał. Pan G także. Najzabawniejsze jest to, że ten pierwszy odpisał mi pod wieczór, a ten drugi wcale. Są siebie warci? Wiktor podziękował, przeprosił i napisał, że aż mu teraz głupio. Ja mu na to z sercem z lodu odpisałam "Nie tylko wtedy się nie odezwałeś. 8 marca akurat nie był najważniejszy..." co go widocznie zgasiło i nie odpisał nic więcej.
W piątek wybrałam się z Anią (tak, dziewczyną Wiktora, co ja poradzę że ją lubię?!) na zajęcia taneczne, bo akurat mam kilka darmowych wejściówek i trzeba je wykorzystać. Poszłyśmy na sexy dance i byłyśmy mega pozytywnie zaskoczone. Po zajęciach lekko zmęczone, ale pozytywnie naładowane czekałyśmy aż Wiktor po nas przyjedzie. Wsiadłam do samochodu. Nawet nie odpowiedział mi na moje "cześć". "Tak grasz? No to zobaczymy..." pomyślałam i próbowałam się do niego nie odzywać. Wjechaliśmy na chwilę do domu Ani. Zostałam sama z Wiktorem. Nie wysiadłam z auta, on tak. Czekał aż wysiądę... Lekko zaskoczony zawołał mnie. Stanęłam daleko. Powiedział do mnie kilka zdań, nic nie odpowiedziałam, wróciła Ania. Pojechaliśmy odstawić samochód, a potem na pieszo przeszliśmy się do jednego z kumpli Wiktora. Rozmawiałam z Anią i Krystianem. Wiktora kompletnie olewałam. Była nasza cała paczka. Siedzieliśmy, gadaliśmy, chłopaki i Ania grali na PS. Kiedy Ania szła grać Wiktor zaraz dziwnym zbiegiem okoliczności lądował w pobliżu mnie. Na początku lekko zaczepiał. Odsuwałam się niechętnie. Usiadł obok mnie, próbował połaskotać. Odsunęłam się i go lekko odepchnęłam. Popatrzył na mnie zaskoczony. Spróbował mnie objąć. Odepchnęłam go, odsunęłam się i zmroziłam wzrokiem. Podniósł ręce w geście poddania. Od czasu do czasu czułam na sobie jego świdrujący wzrok. Chwilę przed odjazdem ostatniego autobusu zaczęłam się zbierać do wyjścia. Pożegnałam się ze wszystkimi. Tylko Wiktor nie dostał buziaka w policzek. Jak już miałam wychodzić Ania zapytała chłopaków kto mnie odprowadzi na przystanek. Wstał Patryk... popatrzyłam na Wiktora... patrzył prosto w moje oczy. Podniósł się i stwierdził, że on też pójdzie. Przez całą drogę na przystanek chłopaki gadali między sobą. Stanęliśmy, Wiktor o coś mnie zapytał a ja w odpowiedzi zmierzyłam go wzrokiem. Lekko się odsunął. "Wiem, czemu tak patrzysz, przepraszam... no chodź" próbował mnie przytulić. Ja jedyne co to zamachnęłam się ręką próbując wymierzyć bardzo bolesnego liścia. Zatrzymałam rękę milimetry przed jego twarzą. Nie byłam w stanie go uderzyć. Zamrugał oczami. "Możesz mnie nawet pobić, jakoś wytłumaczę się Ani". Uśmiechnęłam się pod nosem i pomyślałam, że w tym momencie to najchętniej bym go zabiła. "Wiesz, że ci się należy? I to bardzo?" zapytałam go. Usłyszałam twierdzącą odpowiedź. Znów spróbował mnie przytulić. Uderzyłam go kilka razy otwartą dłonią w klatkę piersiową. Nie byłam w stanie go poważnie walnąć. "Tak, bij mnie, a ja cię przytulę i pogłaskam po głowie. Należy mi się". Usłyszałam. Odepchnęłam go od siebie, miałam ochotę ryczeć, a przecież nie chciałam, bo Patryk patrzył na tą całą sytuację z wielkimi oczami. "Nie lubię cię, jak ja cię nie lubię" mówiłam pomiędzy kolejnymi uderzeniami. A on tylko stał i pozwalał mi się bić. Podjechał mój autobus. Ze łzami w oczach znów go klepnęłam w ramię. Dałam buziaka Patrykowi, Wiktor mnie mocno przytulił i pocałował w policzek. Stałam nieruchomo. Pomachałam im jeszcze i wsiadłam do autobusu. Zanim jeszcze odjechałam to usłyszałam ich śmiech i jak jeszcze Wiktor mi pomachał. Miałam wręcz wrażenie, że Wiktor powiedział o mnie coś złego i dlatego się zaśmiali. Ale to może być tylko moja psychika, bo byłam ogromnie wściekła. Wiktor już nie dostał ode mnie smsa, że dotarłam bezpiecznie do domu, jak o miałam w zwyczaju mu pisać. Nie zainteresował się nawet. Cóż.
TERAZ ŻAŁUJĘ, ŻE NIE DAŁAM MU Z LIŚCIA.

Piosenka z zajęć tanecznych. Dirty Dancing 2!
  • awatar Sobie: oj powinnaś go mocno z liścia walnąć ...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam tyle myśli w głowie, że chyba potrzebuje sobie to w końcu poukładać. Pisanie idzie mi o wiele lepiej niż opowiadanie komuś o tym, co się u mnie dzieje. Dzięki pisaniu wszystko mogę sobie na spokojnie przeanalizować i dojść do jakiś konkretniejszych wniosków...
Zacznę od tego, że zaczynam powoli się odcinać od znajomych. Denerwują mnie. Zauważyłam, że są moimi przyjaciółmi, kiedy to oni mają problem. Ja zawsze znajduję dla nich czas, jestem dla nich, biegnę na złamanie karku, kiedy coś się dzieje... a jeśli ja mam poważny problem- nie ma nikogo. Trudno znaleźć takich prawdziwych przyjaciół. Bardzo trudno. Każdy myśli tylko o sobie...
Mój tata bardzo źle się czuł przez kilka dni, w końcu poszedł do lekarza. Dostał oczywiście leki, ale też skierowanie do szpitala, gdyby tabletki nie dały oczekiwanych rezultatów. W niedzielę koło 20 pojechaliśmy do szpitala, bo nic się nie zmieniło. Zatrzymali go na chirurgii ogólnej. Byłam przerażona. Lekarz powiedział, że jest z nim bardzo źle, że od tego można nawet umrzeć. Siedziałam tylko na tym niebieskim krzesełku i trzęsącymi rękoma bawiłam się telefonem. Potrzebowałam z kimś pogadać, albo chociaż się do kogoś przytulić, potrzebowałam wsparcia. Nie chciałam płakać przy mamie, musiałam być silna. Widziałam przecież jak bardzo ona też jest przerażona. Pierwszą osobą w moich myślach był oczywiście Wiktor. Napisałam mu sms o tym, że tata jest w szpitalu i się bardzo boję. Nie dostałam od niego jakiejkolwiek odpowiedzi. Do tej pory. To jasno dało mi do zrozumienia, że w rzeczy samej jestem dla niego NIKIM. To chyba oczywiste, że jeśli dostaje się takiego smsa to pierwszą rzeczą jaką się robi to pytanie o to, co się stało. Nie ważne czy to sms od dziewczyny czy przyjaciółki lub nawet koleżanki. Dużo razy mi wmawiał jak bardzo jestem dla niego cenna, a ta sytuacja pokazała, że nie obchodzę go zupełnie nic. Czas się poddać. Kompletnie. I zapomnieć, że kiedykolwiek poznałam tego człowieka.
Inni znajomi? Tylko zapytali co się dzieje, ale potem zajęli się swoimi sprawami. Rozumiem to zupełnie, że każdy ma swoje życie, ale liczyłam na to, że chociaż przyjaciel, którego znam od dzieciństwa zainteresuje się tematem, zaproponuje cokolwiek, żeby mnie pocieszyć... ale stanęło tylko na tym, że mnie kompletnie olał.
W momencie, kiedy potrzebuję być blisko innych ludzi nie mam tak naprawdę nikogo. Tata leży w szpitalu już tydzień. Miał operację, ale wciąż coś jest nie tak. Już dawno powinien być w domu. Czeka go jeszcze jedna operacja. Potrafię całymi dniami leżeć w łóżku i patrzeć przed siebie, jedyne gdzie wychodzę to szpital...
Tylko 3 osoby przez ten tydzień próbowały mnie podnieść na duchu. Monika, która znalazła trochę czasu, żeby się ze mną spotkać na mieście i mocno przytulić. Przemek, który cały czas ma ze mną kontakt poprzez sms i nadzoruje jak się trzymam. No i Pan G, którego nie spodziewałam się zawrzeć w takim spisie.
Dostałam od niego wiadomość, która w sumie nie jest jakaś fantastyczna, ale w przeciągu tego tygodnia i tych zdarzeń pokazała mi, że na nim akurat mogę polegać..."Nie studiuję, ale często jestem zabiegany i mam trochę rzeczy na głowie. Często daję się ponieść nogom gdzieś, gdzie w ogóle nie mam internetu ;p To pewnie po części dlatego nie odzywałem się kilka dni...
To nie zmienia faktu, że jestem ciekawy jak sobie radzisz, co słuchać, jaki masz humor i na kogo najchętniej byś dzisiaj ponarzekała. Zawsze możesz do mnie napisać jeśli chcesz o coś zapytać, albo jesteś ciekawa mojego zdania. Z chęcią spróbuję ci pomóc, a gdyby przypadkiem to się zgrało z moim przesiadywaniem na fejsie, będę tym szczęśliwszy, że mamy okazję pogadać prawie bezpośrednio"
Kiedy to przeczytałam w końcu pojawił się maleńki uśmiech na mojej twarzy... To miłe.
No i może w końcu jutro tata wyjdzie ze szpitala?

Ostatnio męczę:
  • awatar jenny96: Byłam w te wakacje w podobnej sytuacji. Do szpitala trafiła moja babcia, z którą mieszkam od urodzenia. Cała rodzina zebrała się w szpitalu, myśleliśmy, że zaraz odejdzie do Nieba.. Ale okazało, sie ze zapadła w "śpiączkę " bo dostała 3 udaru. Od prawie 3 lat jest niepełnosprawna fizycznie. Myślałam tego dnia , że faktycznie umrze. Dzwoniłam do koleżanki z klasy, z jedyną osobą która miałam kontakt. Olała mnie. Wiem jak to jest, gdy ma się problem i chce się wygadać, a inni mają Nas głęboko w dupie... Trzymaj się Maleńka !;)
  • awatar Sobie: oj smutno... mam nadzieję że wszystko będzie ok. Wiktor to ch*j... wybacz, ale to nie jest dobry człowiek. Zapomnij o nim. Niestety prawdziwych przjaciół ze świecą szukać, ja mam podobnie jak Ty... Trzymaj się. ps. Uwielbiam tą nutkę ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›